wtorek, 26 sierpnia 2014

„Nie potrzebuje zdjęć by pamiętać jak...” czyli recenzja: Dilated Peoples- Directors Of Photography


Sukces- sprawa subiektywna. Nie jedno ma imię ale i tak ciężko ją zdefiniować. Właśnie tak podchodzę do rapu grupy Dilated Peoples. Niby trio z LA swoimi wydawnictwami zasłużyło na szacunek i wysoką pozycję w rap grze ale to inni przez ostatnie lata byli podpisywani hashtagiem „hype”. Szlachetny pogląd, że nie ilość sprzedanych płyt, a możliwość wpływania na słuchaczy jest miarą sukcesów dobrze się sprzedaje (ok, nie każdy wpycha nam ten kit). Skoro ilość wypuszczonych w świat cdików nie mówi o pozycji rapera to po cholerę złote płyty i taka cała otoczka z nim związana? Gdziekolwiek nie podejmiemy owego tematu, sprawa wygląda identycznie. Undergroundowi emce powtarzają, że tworzą rap dla rapu, a mainstream to gruzowisko wypalonych postaci. Przedstawiciele głównego nurtu robią to co leży w ich zawodzie- money. I w sumie nie ma w tym nic złego. Temat rzeka i poglądów jest zapewne tyle ilu słuchaczy. Nieświadomie, próbując umieścić Dilated Peoples w sferze biznesu jakim jest hip-hop nieco otrzeźwiałem. Po pierwsze, generalizacja to zawsze błąd. Po drugie, poprzednie płyty grupy dowiodły, że i na nowym krążku można się spodziewać wyjątkowego rapu.
Być może przy tej recenzji nie będę obiektywny. Evidence jest w subiektywnej czołówce ulubionych raperów. Dyskografia grupy bogata w dobry rap. Zawsze tłuste beaty, które nawet po kilku miesiącach potrafią na nowo zaintrygować, oryginalna stylówka, z dala od płytkiej mody, testy bez lipy, a i skillsy się zgadzają. W idealnym świecie Dilated Peoples było by jedną z najważniejszych grup obecnego rapu. I oceniając kondycję współczesnego hip-hopu przez pryzmat właśnie ich dokonań pewnie wystawił bym szkolną laurkę rapu XXI wieku. Jednak „życie depcze wyobraźnie”, przez lata raczej przehypowani MC bądź swagowe kserówki były na topie.
Po świetnym wejściu na scenę za sprawą- „The Platform”, kolejne krążki potwierdziły, że trio z miasta Aniołów to wyjątkowa ekipa. Podejście do rapu zupełnie inne od tego które obecnie poniewiera się po mainstreamie. Nie będę bawił się w jakiekolwiek teorie spiskowe, że jakaś zła siła działa by Dilated Peoples nie rządzili sceną. W pierwszym rzędzie widzę kilku innych MC i kilku innych producentów. Mimo wszystko, miejsce na scenie dla Evidenca, DJ Babu i Rakaa jest zdecydowanie wyżej niż w rzeczywistości. Dlaczego więc realia są inne? Zbyt ambitne podejście do gry nie popłaca. Dilated Peoples to ekipa która po prostu robi „swoje”.
Rozkładając na cząstki elementarne Dilated Peoples, mamy do czynienia z ciekawą mieszanką. Mr.Slow Flow zapewne nie zbawi światu i nie napiszę na nowo historii rapu ale swą poprawnością i skutecznym piórem zbierze wierną rzeszę fanów rapu. Album „Cats & Dogs” mocno ugruntował pozycję EV, długo oczekiwany owoc projektu Step Brothers jednak rozczarował. Rakaa- dużo mniej pracowity (podczas przerwy w działalności grupy poza muzyką zajmował się również kwestią swojego wykształcenia- wrócił na college) od kolegi z grupy ale równie niedoceniony. Stylówka mocno zbliżona, być może zbyt bliska do kolegi. I na koniec DJ Babu dbający by flow obu typów mających tendencję do nudy nie uśpiło słuchacza. Efektem tego koktajlu hiphopowego jest kolektyw budzący skojarzenia z Szwajcarskim scyzorykiem. Dla wybranych, niezawodny w wielu warunkach jednak w niebezpieczną dzielnicę z taką „bronią” nie pójdziesz. Dla wielbicieli gatunku, specyfika rapu tria z L.A. to jeden z ostatnich bastionów trueschoolu. Bekowo brzmiący wniosek? Za bekę to można uznać połowę mainstreamu.
Po solidnym „20/20” minęło już 8lat. Nieco zapomniani, przez ostatnie lata raczej pracujący na solowe konta. Ciekawe zapowiedzi w wywiadach i promo single naostrzyły apetyt. Oczekiwania duże, przecież poprzednie albumy na wysokim, równym poziomie, a „Show Me The Way” oraz „Good as gone” zapowiadały kontynuację zacnej dyskografii. Dotychczasowy dorobek albumowy sprowadza się do prostego mianownika. Brak zaskoczenia, wszystko przemyślane i wpisujące się w ramy wyrobionego stylu. Monotonia? Nawet jeśli tak, to daj Boże nam taką monotonię w polskim rapie...
Niezłomnym elementem na wcześniejszych albumach zawsze były beaty. Począwszy od „The Platform” po ostatnie dzieło produkcje pełne żywiołowych sampli, żywych instrumentów, kipiące klimatem. Nie inaczej jest na „Directors of Photography”. Na 16 kawałków pracowało 10 producentów. Co prawda, patrząc na ksywy beatmakerów można było założyć, że podobieństwo stylówek nie grozi zburzeniu klimatu całości. I właśnie tak jest na tym albumie. O rutynie dźwięków mowy nie ma, za to mamy sprawnie poukładany zestaw widokówek: „Nawet jeśli nie tworzymy beatów, staramy się wybrać odpowiednie kawałki, których potem używamy, podczas miksów, rozmów z producentem. Działamy niczym selekcjonerzy”.
Pierwszy singlowy kawałek- „Good as gone” na beacie od DJ Premier`a to kwintesencja rapu Dilated Peoples. Bit od Premiera przesycony tłustymi samplami z kawałków AZ, Joey Bada$$ oraz Saukrates, klasyczne dla Premo cuty. Jest moc! Świetne linijki Rakaa: „I was getting buried alive. Heard the dirt hit the coffin top, I barely survived but I broke through my grave ripped the pine box seal apart. Head first yelling “maggot break, funkadelic art”. Fear is a dark side fair-weather friends fly, Hitchcock Same birds scatter when the end stop. Couple let their guards down, figure they was there for certain Talking about “time to pull the plug and close the curtain” i równie trafne w przekazie od EV. Co prawda, nie ma tutaj takiego żywiołu jak w „This Way” bądź „Back Again” lecz wykorzystanie do maksimum beatu, z flow świetnie wpisującym się w dźwięki zaowocowało grubym sztosem. „Show Me The Way” z featem w refrenach od Aloe Blacc brzmi jak kontynuacja „Worst Comes To Worst”. Licytacja na intrygujące metafory, techniczny ład i w 100% adekwatny refren. Kawałek mistrz!
Promo kawałki choć są największymi perłami na płycie to „Directors Of Photography” trzyma poziom bez wyjątku. „Directors” będące swoistym przedłużeniem intra. Mocne wejścia Pana Wolnego i to wszystko na beatcie który sam stworzył. Kilka ciekawych follow up`ów, kilka mocnych metafor. „Cut My Teeth” z jedną z lepszych produkcji na płycie od Alchemista. Obrazy Kalifornii, tej realnej, wyzbytej sztucznego obrazu medialnego lecz jakby opisywany za pomocą dzięków z NY. Beat mało Westcoastowy lecz świetnie wpisujący się w klimat wersów. Obłąkane produkcje na „Defari Interlude” oraz „The Dark Room” mimo prostoty płynącej z głośników nie grożą nudą. Solówka od EV w pierwszym kawałku w której nacisk został położony w przekazie, nie ma tu popisów technicznych i „The Dark Room” w którym niepokój wręcz kipi. Wszystko to intryguje mocnymi wersami: „I felt emotions so deep, but my words got blocked. You see I never smoked before so my nerves got shocked I couldn't talk a word, but I could see the world. I mean everything became so clear I didn't slur shit, I just kept quiet and made a note of it before the poetry is out the fire and I'm over it Retire notably and every move's a curtain call”.
Mroczny klimat album przemija w drugiej części krążka. Klimatyczne "Let Your Thoughts Fly Away" z świetnie przemyconymi rifami gitary i zgrabnymi cutami, „Century of the Self" z hipnotycznym beatem, spora tu zasługa zacnego Oh No. Solowy kawałek Rakaa w którym jednak nie wybił się na tyle by Evidence stanął w drugim szeregu. Klawisze w „Opinions May Vary” czy elementy elektroniki w „The Revesal” sprawiają, że album nijak nie daję rutynie. Wybijające się „Trouble” żywy beatem nieco rozczarowuje za sprawą mało wciągających popisów obu MC. Fakt, nawijak w przypadku EV i Rakaa jest dobrze znana od lat ale przy takich dźwiękach solidność staję się z czasem męcząca. Zupełnie inaczej raperzy z Dilated Peoples brzmią na „lekkich” beatach. „L.A. River Drive” gdzie obaj raperzy z swymi wolnymi wersami skupili uwagę na udanych linijkach: „They watch our moves, every step becomes the cinema With cameras in the street lights, the city life. I live it up Only my notable moments are here for quoting. The rest are over Gone With The Wind, it’s like the cold is blowing But fuck it, the pen's in motion like my Venice Ocean”. Zamykający krążek numer „The Bigger Picture” na beatcie 9th Wonder z cieplejszym klimatem za sprawą „gorących” sampli. Tekstowo również jest dobrze: „With Curtis Mayfield singing “Just be Thankful”. Slapping loud out a glasshouse, pearl enamel tooth color Seasoned old cats then the ragtop, roof covered. Nodded and they nodded back, respect acknowledged”. Słuchając tego numeru mam wrażenie, że cofam się do roku 2007 i z głośników płynie niesamowite „Chase The Clouds Away”.
Powroty po długiej przerwie nigdy nie są prostą sprawą, co chociażby obrazuje polska rap gra. W przypadku ekipy Dilated Peoples ta sztuka okazała się jednak warta uwagi. Efektem pracy Evidenca, Rakaa oraz DJ Babu jest album na wysokim poziomie pod każdym względem. Wersy dwóch raperów o mocno zbliżonym stylu po raz kolejny obroniły się. Progres? Ciężko oczekiwać od raperów którzy na scenie są nie od wczoraj by nagle wyskoczyli poziom wyżej, tym bardziej gdy skillsami przewyższają o kilka klas wielu mainstreamowych raperów. Ciężko stwierdzić kto bardziej wybił się na nowym krążku lecz z całą pewność nikt nie zawiódł. Gości na płycie zbyt wielu nie ma, ci którzy jednak dograli się na „Directors Of Photography” wstrzelili się w klimat kawałków. Muzycznie mamy rap jaki mogliśmy przewidzieć. Truschoolowe dziedzictwo w XXI wieku, nie ma tu elektronicznych dziwactw bądź popowo-radiowych tracków bez duszy.
Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to do braku zaskoczeń. Zabrakło momentów gdy album wykracza poza przewidywalną koncepcję. W pewnym sensie jest to także zaleta tego krążka. Koncepcja nie jest przytłaczająca, świat jaki został przekazany na „Directors Of Photography” ani nie spowoduje u Nas depresji ani także nie wprowadzi w stan euforii. EV do spółki z Rakaa pokazał, że obaj zasługują na miano dobrych obserwatorów, którzy w sposób ciekawy potrafią sprzedać swoje spostrzeżenia. Efektem tego hiphopowego albumu ze zdjęciami jest album o swoistym uroku. Niby nie ma kawałków które by wbijały się od pierwszego przesłuchania do głowy jednak chce się wracać do tego krążka. Bez Photoshopa w postaci pustych linijek, bez zbędnych featów lub sztucznych tracków wyzbytych głębszego sensu.
Mimo kolejnego świetnego albumu Dilated Peoples kolejny raz nie ma sukcesu komercyjnego. Zaledwie sześć i pół tysiąca egzemplarzy w pierwszym tygodniu sprzedaży w USA i zaledwie 41 pozycja w Billboard 200. Bardzo pozytywne recenzje, zawartość płyty na wysokim poziomie, czego chcieć więcej? Sam nie wiem czy to najlepszy album w dyskografii Dilated Peoples. Na pewno jest to najbardziej dojrzały album, w pełni przemyślany, z jasną lecz nie przekombinowaną koncepcją, na równym, wysokim poziomie. Mimo tego, że jesień 2014 zapowiada się na bardzo bogatą pod względem nowości to album „Directors Of Photography” będzie jedną z ważniejszych widokówek tego roku.



Ocena: 8/10
Pozdrawiam
Krzywa krooopa