Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kendrick lamar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kendrick lamar. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 kwietnia 2015

Burdel niewinności.... czyli recenzja Kendrick Lamar- To Pimp A Butterfly

Dużo wody upłynęło od czasów gdy na światło dzienne wyszedł ostatni album odciskający piętno w tej kulturze. Młode pokolenie słuchaczy przyzwyczajone do komercyjnych standardów, oklepanych bangerów, łatwo nośnych haseł, płyt oddalonych od sedna czterech elementów mogło czuć się osierocone. Rap się zmienił, realia gry są zupełnie inne, to co nie śniło się pionierom gatunku dziś jest powszechne. A jednak, nieco przykurzony i zapominany duch East-Coastu znów zstąpił na ziemię za sprawą trzeciego LP największej, obecnej nadziei rapu. Jeśli ktoś spodziewał się, że K.Dot powtórzy precedens poprzedniej solówki nagrywając płytę pod listy Billboardu i rozgłośnie radiowe może sobie odpuścić sprawdzanie „To Pimp A Butterfly”. Tu stare brzmienie ulic rozdaje karty. To album tak niemainstreamowy, do bólu dopracowany, po prostu wybitny.
Jakże odmienne jest podejście do tego albumu polskiego słuchacza. Podczas gdy zza wielką wodą trwa wyścig w prześciganiu na przechwały nad trzecim LP Lamar`a, to w przeważających opiniach rodzimych odbiorców przeważa rozczarowanie. Nie ma tego jebnięcia, nie ma kawałków rozrywających głośniki. Stara prawda, wszystkim dogodzić nie można. Lecz by „To Pimp A Butterfly” nadawało na właściwych częstotliwościach potrzebny jest powrót do korzeni, przestawienia odbioru na inny kierunek.
Największą siłą Kendricka jest zmysł smaku. Jeden z tych elementów który tak szwankuje w obecnym świecie hip-hopu. Na ostatnim albumie brzmienie było zróżnicowane, z jednej strony chillowe „Bitch, Don't Kill My Vibe”, z drugiej ciężkie basy, elektroniczne syntezatory, szerokie partie perkusji. Było na bogato i z polotem. Zupełnie odmienny stan zastajemy na nowym albumie gdzie woń czarnej muzyki wypływa z jednego źródła. Pewna skromność emanuje z tego materiału, jakby ktoś chciał urzec Nas prostotą życia. Będący ojcem chrzestnym całego splendoru Flying Lotus przenosi słuchacza w swój ciemny świat. To głównie dzięki jego rzemiośle wyjątkowy smak jazzowych sampli nabiera na klimacie.
Otwierający album track „Wesley`s Theory” z gorzką pigułką p-funku i stemplowanym znakiem jakości ikony gatunku- Georga Clintona to jedna z wielu perełek. Im dalej w las tym bardziej przesiąkamy tą czernią. Soulowe kadzidła z subtelną perkusją, lekkie sample, z przenikliwymi bębnami. Psychodeliczny haj raz wodzący przez mętne ścieżki jazzu, raz wpychające w cieplejsze objęcia g-funku w „These Walls” by w połowie drogi boogie-funkowy wulkan w „King Kunta” skąpał słuchacza. Bujające gramofony w „Complexion”, żywiołowy saksofon w „Alright” bądź słoneczne „i” z przepychem żywych dźwięków nie daje wytchnienia nawet na moment. Pod względem muzycznym to album szalenie dopracowany, brutalnie poukładany. Obecność Dr. Dre jest śladowa, stanowi bardziej symboliczną zmianę w sztafecie, podobny stan rzeczy dotyka inne sztandarowe postacie- Pharrella Williamsa, Snoop Dooga. Gdzieś ukryte, niepozornie przewijające się podczas tej podróży.
W tym wszystkim można ulec wrażeniu, że wracamy do debiutanckiego „Section. 80”. Lekko szorstkie a jednocześnie aksamitne flow, momentami niepozornie wijące się po bicie . K.Dot sprawia wrażenie jakby wyssał z mlekiem matki te brzmienie. Znając umiar, trzyma w ryzach swoje popędy. Ze stoicki spokojem i budzącą pochwały lekkością płynie po wersach by potem karcić: „I’m the only nigga next to Snoop that can push the button. Had the Coast on standby. “K. Dot, what up? I heard they opened up Pandora’s box”. I box ‘em all in, by a landslide”. Skojarzenia na „To Pimp a Butterfly” przeplatają się nawzajem, momentami jakby klimat „Boyz In Da Hood” nieśmiało przewija się przez rewir by zniknąć w kolejnej etiudzie.
Jak przystało na pokoleniowy album, „To Pimp a Butterfly” zostawia po sobie wrażenie rzeczy wybitnej. To jak toksyczne ukąszenie, które gnieździ się na końcu głowy by z czasem wydać plony. Zawarty w tytułu motyl stanowi parafrazę ważnego dla afroamerykańskiej społeczności powieści „Zabić drozda”, być może jest w tym również ukryty haczyk, a K.Dot wierzy, że trzepot skrzydeł motyla zakorzeni się podświadomości tego pokolenia. Sięgając po autorytety dla czarnoskórych lub ustawiając się w jednym szeregu z nimi? Od 2pac`a przez Martina Luthera Kinga po mesjasza poniżonych- Kunta Kinte. Zaczynając od enigmatycznego powrotu do przeszłości skwitowanego: „What you want you? A house or a car? Forty acres and a mule, a piano, a guitar? Anything, see, my name is Uncle Sam, I'm your dog”, by lada moment pokazać kto rządzi w grze: „I was gonna kill a couple rappers but they did it to themselves. Everybody's suicidal they don't even need my help. This shit is elementary, I'll probably go to jail. If I shoot at your identity and bounce to the left”.
Ten swoisty lot nad kukułczym gniazdem nie traci na wysokości. Furia w hotelu, pustka egzystencji, eksplozja frustracji, mrok sukcesu, nawiedzona Lucy, plastyczne obrazy przewijające się bezwiednie. Efekt męczącego na drugi dzień kaca który zwiastuje mentalnego pawia. Choć to wszystko stanowi zaledwie preludium do monologu pokolenia. Nie wiem czy Kendrick miał świadomość, że staje się głosem swojego pokolenia, popkulturowym pastorem, a docelowo motorem napędowym. Lecz gdy wyrzuca z siebie: „No life jacket, I’m not the God of Nazareth. But your flood can be misunderstood. Walls telling me they full of pain, resentment. Need someone to live in them just to relieve tension. Me? I’m just a tenant Landlord said these walls vacant more than a minute” trudno nie oprzeć się wrażeniu, że z premedytacją buduje jeden z najważniejszych aktów w historii hip-hopu nie wystając nachalnie przed szereg. Nie podnosząc na siłę głosu, bez sięgania po proste środki, tutaj wszystko rozgrywa się subtelnie.
Koniec końców, ta psychodelia motyli prowadzi do natury społecznej. Symboliczne zamknięcie zmiany pokoleniowej jaką jest wywiad z 2paciem, lecz za wstęp do rozliczenia się z własnymi i nie tylko demonami, wbija kij we własne mrowisko: „I know you hate me just as much as you hate yourself. Jealous of my wisdom and cards I dealt. Watchin' me as I pull up, fill up my tank, then peel out. Muscle cars like pull ups, show you what these big wheels 'bout, ah. Black and successful, this black man meant to be special. Katzkins on my radar, bitch, how can I help you? How can I tell you I'm making a killin'? You made me a killer, emancipation of a real nigga”. Wykazując się nie tyle odwagą, co charakterystyczną dla wybitnych postaci charyzmą.
Magia tego albumu trwać będzie przez długie lata. Świetność Kendricka zapewne nie zmaże już żaden słabszy ruch, załamanie formy lub poważny beef. Czar tego motyla nie jest dla wszystkich, być może czas sprawi, że zakwitnie on w większej rzeszy. Niemal każde pokolenie doczekało się swojego autoportretu, dla niektórych będzie to „Illmatic” dla innych „2Pacalypce Now”, dla obecnego pokolenia ten motyl będzie nieśmiertelny. Ostatni akt monologu, pytanie bez odpowiedzi, brak kropki, pewna podniosłość pozostaje. Nawet jeśli zabrzmi to groteskowo.


“The caterpillar is a prisoner to the streets that conceived it. Its only job is to eat or consume everything around it, in order to protect itself from this mad city
While consuming its environment the caterpillar begins to notice ways to survive
One thing it noticed is how much the world shuns him, but praises the butterfly
The butterfly represents the talent, the thoughtfulness, and the beauty within the caterpillar
But having a harsh outlook on life the caterpillar sees the butterfly as weak and figures out a way to pimp it to his own benefits. Already surrounded by this mad city the caterpillar goes to work on the cocoon which institutionalizes him/He can no longer see past his own thoughts
He’s trapped. When trapped inside these walls certain ideas take roots, such as going home, and bringing back new concepts to this mad city. The result? Wings begin to emerge, breaking the cycle of feeling stagnant. Finally free, the butterfly sheds light on situations that the caterpillar never considered, ending the internal struggle.Although the butterfly and caterpillar are completely different, they are one and the same."


Ocena: 10/10
Krzywa krooopa


poniedziałek, 9 lutego 2015

Nie będzie burzy... Grammy 2015 rozdane

 
Zapewne każdy już wie kto w nocy 9 lutego mógł opijać sukces w branży, ale jeśli ktoś jakimś cudem przypominał lub średnio go interesuje ten temat to prawilnie przypominam. Grammy 2015 to już historia.
Kolejne rozdanie nagród Grammy już za nami. Jak zawsze gala nie mogła obyć się bez emocji, wyjątkowych występów czy też kontrowersyjnych epizodów. Rok temu główna statuetka w kategorii rap przypadła rudzielcowi z Seatlle. Co wywołało długą burzę na scenie i równie wielką falę niezadowolenia wśród fanów. Tym razem będzie spokojnie. Iggy Azalea zakończyła wieczór z pustymi rękoma, a Slim Shady został jednym z największych wygranych tegorocznych Grammy. Ale po kolei...
Kilka stałych elementów rozdania nagród rynku muzycznego w USA musi zostać spełnionych. Nie zawiódł Kanye West, który kolejny raz zaznaczył swoją obecność ingerencją podczas ceremonii. Odkładając na bok wszystkie newsu z natury „pudelek” i wracając do muzycznej strony ostatniego wieczoru, w branży hip-hopowej łupy między sobą podzielili Eminem oraz Kendrick Lamar. Temu pierwszemu przypadły statuetki za najlepszy album kategorii „Rap/Hip-hop” oraz za najlepszą kolaborację. Dla Slim Shay`ego była to 14sta i 15sta statuetka przyznawana przez Narodową Akademię Sztuki i Techniki Rejestracji. K.Dot zebrał laury za najlepszy performance oraz kawałek roku. Przegrani? Zdecydowanie Iggy Azalea która musiała obejść się smakiem. Również Common kolejny raz nie znalazł uznania, a jego fanom musiał wystarczyć jedynie świetnym występ wspólnie z Johnem Legend`em.
Jak zareagowało środowisko na tegoroczne rozstrzygnięcia? Trey Songz zaćwierkał na Twitterze: „The Grammys shortchange culture for popularity every year”, natomiast Wy jak oceniacie wynik Grammy 2015?

Lista nominowanych w kategorii rap oraz wytłuszczeni triumfatorzy
Najlepszy Rap Performance
  • "i" – Kendrick Lamar
  • "3005" – Childish Gambino
  • "0 to 100 / The Catch Up" – Drake
  • "Rap God" – Eminem
  • "All I Need Is You" – Lecrae

Najlepsza Rap Kolaboracja
  • "The Monster" – Eminem featuring Rihanna
  • "Blak Majik" – Common featuring Jhené Aiko
  • "Tuesday" – ILoveMakonnen featuring Drake
  • "Studio" – Schoolboy Q featuring BJ the Chicago Kid
  • "Bound 2" – Kanye West featuring Charlie Wilson

Najlepszy Rap Utwór
  • "i" -Kendrick Lamar
  • "Anaconda" -Nicki Minaj
  • "Bound 2" – Kanye West
  • "We Dem Boyz" – Wiz Khalifa
  • "0 to 100 / The Catch Up" - Drake
Najlepszy Rap Album
  • The Marshall Mathers LP 2 – Eminem
  • The New Classic – Iggy Azalea
  • Because the Internet – Childish Gambino
  • Nobody's Smiling – Common
  • Oxymoron – ScHoolboy Q
  • Blacc Hollywood – Wiz Khalifa


Krzywa kroopa
Pozdrawiam

środa, 15 października 2014

BET Hip Hop Awards 2014 rozdane

Kolejna edycja BET Awards już za nami. Wśród laureatów znaleźli się między innymi DJ Mustard, Kendrick Lamar, YG czy też Drake. Choć ten ostatnio, może czuć niedosyt...

Co prawda, dwie statuetki a w tym prestiżowe wyróżnienie za album roku to niezły wynik lecz przy ośmiu nominacjach autor „Nothing Was The Same” może być rozczarowany. Tym bardziej, że mniej aktywny w ostatnim czasie K.Dot podczas BET Awards 2014 otrzymał również dwie statuetki, w tym dla najlepszego tekściarza oraz za najlepszy gościnny udział w kawałku, który wstrząsnął sceną- "Control". Wśród przegrany znaleźli się między innymi Schoolboy Q (4 nominacje) oraz tak zasłużone postacie jak Jay-Z (6 nominacji) czy też Eminem dla których tegoroczna edycja nie przyniosła żadnych statuetek. Natomiast największym wygranym stał się- DJ Mustarda który zgarnął 4 nagrody: miano MVP, DJ, producent roku oraz producent utworu roku- „My Hitta” (ta cholerna poprawność polityczna).
Kondycja obecnego rapu? No cóż... bywało lepiej. Niedawne słowa A$AP Yams o tym, że rok 2014 to najgorszy okres w historii rapu to nie tylko zagrywka promocyjna. Jeśli Drake i jego ostatnie wydawnictwo ma być wizytówką hip-hopu A.D. 2014 to aż tak źle jak niektórzy kraczą nie jest. Jednak rok 2014 to nie tylko NWTS, które umówmy się, nie jest wielkim dziełem. Ab-Soul nie udźwignął ciężaru oczekiwań, Rick Ross jedynie klimatem przyciągał, Iggy Azalea narobiła szumu, choć spawa jej słynnego sex tape dołożyła cegiełkę do jej popularności, SchoolBoy ze swym Oxymoronem dał dawkę dobrego rapu ale na kolana również nie powalił. YG? Buńczuczne zapowiedzi i autojaranko i głośne tezy o klasyku a`la "Nowy The Chronic" ze strony rapera z Compotn szybko legły w gruzach. W "Control gate" K.Dot wybronił się, a dissy pod jego adresem krzywdy mu nie zrobiły. Trap, swag, hajs... rap złapał zadyszkę.
Mainstream zza wielką wodą przehypowany jest nie od dziś, BET Awards to tylko nagrody, nie zmieniające niczego w rap grze. A hip-hop mimo słabszego okresu wróci na lepsze tory. I hope so.... 

Triumfatorzy oznaczeni kursywą

Best Hip Hop Video

  • Drake - "Worst Behavior"
  • Future (featuring Pharrell, Pusha T & Casino) - "Move That Dope"
  • Iggy Azalea (featuring Charli XCX) - "Fancy"
  • J. Cole (featuring TLC) - "Crooked Smile"
  • Nicki Minaj - "Pills N Potions"
  • Wiz Khalifa - "We Dem Boyz"

Best Collabo, Duo or Group

  • YG (featuring Jeezy & Rich Homie Quan) - "My Hitta"
  • Eminem (featuring Rihanna) - "The Monster"
  • Future (featuring Pharrell, Pusha T & Casino) - "Move That Doh"
  • Jay-Z (featuring Justin Timberlake) - "Holy Grail"
  • Schoolboy Q (featuring BJ the Chicago Kid) - "Studio"

Best Live Performer

  • Kanye West
  • Drake
  • Jay-Z
  • Kendrick Lamar
  • T.I.

Lyricist of the Year

  • Kendrick Lamar
  • Drake
  • Eminem
  • J. Cole
  • Jay-Z
  • Nicki Minaj

Hip Hop Video Director

  • Hype Williams
  • Benny Boom
  • Chris Robinson
  • Director X
  • Dre Films

DJ of the Year

  • DJ Mustard
  • DJ Drama
  • DJ Envy
  • DJ Khaled
  • DJ Scream

Producer of the Year

  • DJ Mustard
  • Drumma Boy
  • Hit-Boy
  • Mike WiLL Made It
  • Pharrell
  • Timbaland

MVP of the Year

  • DJ Mustard
  • Drake
  • Future
  • Jay-Z
  • Nicki Minaj

Track of the Year

  • "My Hitta" - Produced by DJ Mustard (YG featuring Jeezy & Rich Homie Quan)
  • "Cut Her Off" (Remix) - Produced by Will-A-Fool (K Camp featuring Lil Boosie, YG, & Too $hort)
  • "Move That Doh" - Produced by Mike WiLL Made It (Future featuring Pharrell, Pusha T & Casino)
  • "Studio" - Produced by Swiff D (Schoolboy Q featuring BJ the Chicago Kid)
  • "Worst Behavior" - Produced by DJ Dahi (Drake)

Album of the Year

  • Drake - Nothing Was the Same
  • Eminem - The Marshall Mathers LP 2
  • Future - Honest
  • Rick Ross - Mastermind
  • Schoolboy Q - Oxymoron
  • Yo Gotti - I Am

Who Blew Up Award / Rookie of the Year

  • Iggy Azalea
  • Migos
  • Rich Homie Quan
  • Schoolboy Q
  • YG
  • Young Thug

Hustler of the Year

  • Dr. Dre
  • Drake
  • Jay-Z
  • Rick Ross
  • T.I.

Made-You-Look Award / Best Hip Hop Style

  • Nicki Minaj
  • A$AP Rocky
  • Jay-Z
  • Kanye West
  • Young Thug

Best Hip Hop Online Site

  • WorldStarHipHop.com
  • AllHipHop.com
  • Complex.com
  • HotNewHipHop.com
  • NecoleBitchie.com
  • RapRadar.com

Best Club Banger

  • Future (featuring Pharrell, Pusha T & Casino) - "Move That Doh" (Produced by Mike WiLL Made It)
  • K Camp (featuring Lil Boosie, YG, & Too $hort) - "Cut Her Off" (Remix) (Produced by Will-A-Fool)
  • Migos - "Fight Night" (Produced by Stack Boy Twaun)
  • Wiz Khalifa - "We Dem Boyz" (Produced by Detail)
  • YG (featuring Jeezy & Rich Homie Quan) - "My Hitta" (Produced by DJ Mustard)
  • Young Thug - "Stoner" (Produced by Dun Deal)

Best Mixtape

  • Wiz Khalifa - "28 Grams"
  • Action Bronson - "Blue Chips 2"
  • Fabolous - "The Soul Tape 3"
  • Migos - "No Label 2"
  • Rich Homie Quan - "I Promise I Will Never Stop Going In"

Sweet 16 (Best Featured Verse)

  • Kendrick Lamar - "Control" (Big Sean featuring Kendrick Lamar & Jay Electronica)
  • B.o.B - "Paranoid" (Ty Dolla Sign featuring B.o.B)
  • B.o.B - "Up Down (Do This All Day)" (T-Pain featuring B.o.B)
  • Drake - "Who Do You Love" (YG featuring Drake)
  • Pharrell - "Move That Doh" (Future featuring Pharrell, Pusha T & Casino)

Impact Track

  • Common (featuring Vince Staples) - "Kingdom"
  • Lecrae - "Nuthin"
  • Lupe Fiasco - "Mission"
  • The Roots (featuring Patty Cash) - "Never"
  • Talib Kweli (featuring Abby Dobson) - "State of Grace"

People's Champ Award

  • Drake - "Worst Behavior"
  • Future (featuring Pharrell, Pusha T & Casino) - "Move That Doh"
  • Iggy Azalea (featuring Charli XCX) - "Fancy"
  • Wiz Khalifa - "We Dem Boyz"
  • YG (featuring Lil Wayne, Nicki Minaj, Meek Mill & Rich Homie Quan - "My Hitta (Remix)"

I Am Hip Hop Award

Doug E. Fresh

Krzywa kroopa
Pozdro
A wkrótce kolejna recenzja. 


wtorek, 6 maja 2014

Na front... czyli subiektywna ocena freshmenów oraz spojrzenie na XXL Freshman 2014



Boom! I mamy kolejną odsłonę akcji magazyny XXL w postaci- Freshman 2014. Zapewne skład tegorocznej edycji da słuchaczom masę dobrego rapu oraz rozczarowań o których z czasem będziemy opisywać za pomocą słowa- rozczarowanie. Za nim jednak raperzy którzy w tym roku dostąpili zaszczytu promocji magazynu XXL dadzą nam możliwość do wysunięcia klarownych opinii (zawsze subiektywnych) warto przyglądnąć się dokonaniom ich kolegom z poprzednich lat.
Przez poprzednich sześć edycji przewinęła się 60-ątka raperów. Całkiem sporo, tym bardziej gdy rap zza wielką wodą w ostatnich latach oferował nam coraz bardziej nijakich MC. Osobiście najbardziej cenię skład z roku 2011-ego, choć i w tej edycji nie zabrakło kolesi co rozczarowało.
Tegoroczna edycja to 12-stu nie 10-ciu MC. Absolutna dominacja czarnoskórych raperów, którzy pokazują w którą stronę zmierza rap z USA w obecnej chwili. A więc Freshmanami magazynu XXL w tym roku są: Chance The Rapper, Rich Homie Quan, Isaiah Rashad, Ty Dolla $ign, Lil Durk, Kevin Gates, Troy Ave, Vic Mensa, Lil Bibby, Jon Connor, August Alsina oraz wybór czytelników- Jarren Benton. Osobiście zaskoczony jestem brakiem w stawce takich gości jak: 100s, raperki Rapsody, reprezentanta MMG oraz autora świetnego materiału Honest Cowboy czyli- Stalley`a, współtwórcy stylu A$AP ROCKY`ego- SpaceGhostPurrp`a oraz Bishop`a. Mimo zaskoczeń wybory większych, negatywnych emocji nie przyniosły. Są pewniacy jak: Chance The Rapper zwany Kendrickiem Lamarem Chicago, czy też, szybko wpadający z głowę Vic Mensa, Ty Dolla $ign.
Sam wybór do amerykańskich młodych wilków nie jest sądem czy ktoś ma skillsy na miarę rapera który mógłby wydawać materiał szerzej niż lokalna scena. Nie gwarantuje również dłużej obecności na szerokiej scenie a tym bardziej zasłużonych propsów. Według obiegowej opinii Papoose jest największy przegranym Freshmanów. Akurat nad tym typem nie ma co się pastwić i rozpisywać nad czym co każdy słuchacz rapu dobrze wie. Mac Miller- który fame osiągnął duży jest dla mnie przykładem słabości obecnej sceny. Być może się nie znam, ale gość gnębi wręcz przeciętnością. French Montana poza dobrym nosem do beatów niczym innym zachęcić nie może. Stylówki gości jak Kid Cudi lub B.O.B. kompletnie odpychają. Gust rzecz ludzka. Także i Future bardziej jawi mi się jako specjalista od featów niż sam raper, a protegowany Kanye West`a czyli ubiegłoroczny Freshman- Chief Keef który zdecydowanie za wcześniej wpadł do tej grupy, bo akurat z niego ludzie jeszcze będą.
Na szczęście co najmniej przyzwoici raperzy zdecydowanie przewyższają historię Freshmanów. Kendrick Lamar- samozwańczy król Wielkiego Jabłka, zwrotką z kawałka „Control” niektórych zbił z tropu, innych kompletnie rozbawił. Masa dissów, ale pochwał. Na pewno charyzmy i odwagi reprezentantowi TDE odmówić nie można. Album Good kid, M.A.A.D. City to jeden z najlepszych albumów dekady. A obecna forma Lamara na gościnnych zwrotkach pokazuje, że  wysoka pozycja w rap grze jest w pełni zasłużona!
ScHoolboy Q- kolejny reprezentant wytwórni TDE który całkiem długo pracował na swoją pozycję. Wciąż nie opadł kurz na propsach za Oxymoron. W pełni zasłużone! Raper z Los Angeles wprawdzie sceny nie zmiecie w przyszłości ale może stać się nową twarzą West coastu. Macklemore osądzany od czci przez wielu trueschoolowców narobił najwięcej szumu w branży muzycznej. Cztery statuetki Grammy, słynny już sms do Kendrick`a Lamara za którego dostało mu się od Drake`a. Grube bangery jak Can`t Hold Us lub Thirft shop to coś więcej niż kawałki skupiające uwagę większego grona niż przeciętny słuchacz rapu. Skillsy swe potwierdził krążkiem The Heist. Sam nie zgadzam się z wieloma elementami światopoglądu sympatycznego rudzielca z Seatlle, ale w jego rapie wiarygodności, brak spiny, ucho do chwytliwych numerów i co najważniejsze świetna, świeża nawijka!
„Nowy Snoop Dogg” a więc Wiz Khalifa nigdy nie był dla mnie gościem którego można słuchać codziennie. Jednak przy słonecznej pogodzie jaka raczy nas w tej chwili raper z Pittsburgha brzmi bardzo wyjątkowo. Może i jego stylówka jest często bardzo monotonna, i raczej na swych projektach nie zaskoczy czymś na tyle świeżym by zaskoczyć całą scenę to jednak palony rap zawsze bardziej miał swoje spore grono słuchaczy. Jedyna jak dotąd rapera i to w dodatku spoza USA czylu Iggy Azaela. Technicznie co najmniej poprawna, flow bardzo ciekawe, a głos zdecydowanie odróżniający od czarnoskórych raperek (z wiadomych względów). Krążka The New Classic jeszcze nie sprawdziłem, poprzednie wydawnictwa jednak zaintrygowały, oby jednak nie szła drogą zdolnych młodych białych co za rap się wzięli i nie zabrała się za popowe klimaty marnujące duży potencjał jaki niewątpliwie tkwi w tej Australijskiej raperce. Ulubieniec VNM-a czyli J. Cole zwany często „nowym Nas-em” po raz kolejny dał słuchaczom dobry materiał czyli krążek Born Sinner. Jednak „Urodzonemu grzesznikowi” ciągle czegoś brakuje. Niby drugi legal jak i sam debiut daje duży powiew świeżości na scenie to jednak żadnego z tych krążków mianem klasyka bym nie nazwał. Potencjał bardzo duży, być może talent na miarę Kendricka Lamara… oby czas przyniósł album który potwierdzi pokładane nadzieje wielu słuchaczy w tym raperze. Swoją drogą, z J.Colem jest na FC Liverpool niby już u celu, niby wita się z gąskom a jednak jest daleko od niej.
Po Ab-soul spodziewałem się dużo więcej. Może to nadmiar na scenie raperów dobrych ale zbyt wtórnych? Jednak wszystko przed nim i być może nawiąże do sukcesów kolegów z labetu. Podobnie sprawa wygląda z Jay Rock`em który potrafi pokazać się z dobrej strony na gościnnych kawałkach. Oby i forma się ustabilizowała, a scena będzie bogatsza o kolejnego mocnego kota z TDE. Pochodzący z Clevlend Machine Gun Kelly narobił niezłego hałasu swoimi projektami, w szczególności ostatni mixtape- Black flag nakręciły falę oczekiwań. Techniczny monster z  prędkością flow która mogłaby zabić nie jednego MC. Niezmiernie płody w kozackie numery i cholernie równy w swych dokonaniach. Czas należy do MGK i na pewno nie rozczaruje stanu Ohio jak LeBron James.  
 Nieco rozczarowujący w ostatnim czasie Kid Ink wciąż brzmi jak wcielenie Nelly`ego XXI wieku. My Own Land razi monotonią i nijakością, a gdyby nie bonus tracki w postaci kawałków z EP-ki Almost Home materiał byłby wręcz asłuchalny. Mający sympatię do lekkich beatów i podśpiewanych refrenów raczej nie wybije się ze swojej stylistyki. Kalifornijski rap, dobrze wpadający w ucho co „jaj nie urwie”, ale może umilić czas podczas słonecznego chilloutu przy dobrym piwie. Raper zagadka czyli- Lupe Fiasco najpierw mocno wszedł na scenę z kultowym już debiutanckim krążkiem Lupe Fiasco`s Food & Liquor by potem rozmienić się na drobne. Ostatni okres w przypadku tego gościa wygląda jakby szukał na nowo swego miejsca na scenie. Społecznie zawsze mocno uwikłany i trafiający w sedno tak, że trudno obojętnie przejść obok jego linijek.
Jeden z nielicznych MC który powoduje, że czekanie na album potrafi spowodować nie przespane noce. Big K.I.R.T.  który na swoim koncie ma już pięć albumów w tym roku uraczy nas szóstym krążkiem. Cadillactica a raczej trailer zapowiadający ten krążek mocno zaintrygował. Reprezentant Def Jam, pochodzący z Missisipi niebywale utalentowany producent i raper który potrafi przesycić w swych tekstach masę emocji, obdarzony wyrazistym flow. Tydzień z jego nowymi numerami pokazał wciąż wysoką formę. Zresztą z nią to w przypadku tego gościa zawsze było wysoko i równo- może jednak trochę za równo i trochę za nudno? Kolejny typ z Kalifornii czyli YG wygrany do Freshmanów 3 lata temu kazał słuchaczom długo czekać na prawdziwe wejście smoka.  Album My Krazy Life został już nazwany  mianem nowego The Chronic. Jak przyznaje sam zainteresowany, nie trudno w obecnych czasach nagrać klasyka. Może jest w tym sporo pychy lub marketingowe kombinatorstwa. Jednak sama muzyka w jego wypadku wypada dobrze. Bangery które zwracają uwagę, wyrazistość która mimo zacnych gości na albumie pokazała, kto jest gospodarzem albumu. Warto czekać na kolejne projekty tego rapera. Inny ciekawy MC czyli Yelawolf z brudnym flow jak jego „chora” osobowość zawsze intryguje. Choć nie zawsze wykorzystywane jest w pełni. A szkoda.
Hopsin zwany czarnym Eminemem. Daleko mu do kserokopii Shady`ego- naszczęście. Koleś który nie boi się niczego i nikogo. Nie tak dawno rzucił „kamień” w stronę między innymi Kendrick`a Lamara oraz Kanye Westa. Bezkompromisowy, horror rap wręcz wbijający na się do wyobraźni. Danny Brown człowiek który jest jak jego fryzura, a więc totalnie nie wpisująca się w jakiekolwiek szablony. Dobrze czuje się w newschoolowych klimatach. Rapowy kurczak pokazuje, że skillsy plus oryginalne podejście do muzyki w hip-hopie zawsze się obroni. Action Bronson czyli kucharz który potrafi zamieszać nie tylko w garnku. Uczestnik tegorocznego Hip-hop Kempu  w brudnej stylistyce czuje się jak przysłowiowa ryba w wodzie. Stać go na wiele. Oby pokazał to notując progres w najbliższym czasie.
Joey Bada$$ -młody, głodny fame`u. Brzmi jakby był urodzony dla beatów DJ Premier`a. Summer Knights pokazało, że na legalny debiut  jest jeszcze nie gotowy. Jeśli popracuje jeszcze nad flow i wyrówna formę może legale przynajmie nawiąże do Illmatic`a . Być może trochę przesadziłem. Ale podobieństwa między legendą NY a młodym kotem są jednak słyszalne. Inny ciekawy MC- Dizzy Wright będący w świetnej formie w ostatnim czasie. Mixtape The Golden Era to jedno  z lepszych wydawnictw spora mainstreamu w USA w ostatnich miesiącach. Warto czekać na kolejne produkcje…
Wow. Trochę się tego uzbierało. Nie wszystkim raperom którzy trafili do Freshmanów warto poświęcić kilka zdań. Ominąłem kilka znanych ksywek jak między innymi Logic który brzmi dla mnie wciąż jak słabsza wersja Drake`a, Big Sean- wciąż niewyraźny, Meek Mil na którego panuje wielki Hype obecnie, dla mnie koleś kompletnie meczący, sorry. członek ekipy Slaughterhouse czyli Crooked I, Ace Hood który nieco przypomniał o sobie w poprzednim roku, ciekawy ale jakoś nigdy na dłużej nie wpadający w playlistę Freddie Gibbs, równy Wale czy też Curren$y który powinien w obecnej chwili być co najmniej level up.
Z tego rocznych freshów ciężko wybrać tego który narobi największy szum. Chance The Rapper? Być może. Zaryzykuje stwierdzeniem, że będzie to mimo wszystko najsłabsza ekipa.Jak na początku napisałem sama obecność na Freshmanach to nie wszystko. Tacy gracze rap gry jak A$AP ROCKY czy też Tyler, The Creator nie niezlizani uznania przez gremium magazynu XXL a na fame osiągneli. Czas pokaże gdzie dojdą tegoroczne koty...

Subiektywny TOP Freshman XXL Magazine (z wyłączeniem tegorocznych wyborów:
1 Kendrick Lamar

2 J. Cole

3 Schoolboy Q

4 Big K.I.R.T.

5 MGK

6 Joey Bada$$

7 Danny Brown

8 Macklemore

9 Yelawolf

10 Action Bronson



krzywa krooopa 


poniedziałek, 13 stycznia 2014

(Bez)Królewie?

Kto z nas nie chciałby żyć wiecznie? Siedzieć gnuśnie na tronie (chociażby w swojej głowie), czuć balast korony, a ze snu o chwale mieć namacalny pierścień jak realny smak ma gorzka ślina o poranku. Jeszcze na mixtape`ie rażący pewnością szybko wkręcającą się nawijką oraz kozacką pozą z okładki, krok dalej, przyczajony tygrys ze spuszonym wzorkiem (w miskę pełnej spełnionych marzeń?)…. Po roku od legalnego debiutu reprezentacja A$AP Mob rozkminiamy czy tygrys skonsumował swe ofiary czy sam stał się ofiarą swego ego.
            Nie da się ukryć, że A$AP Rocky wszedł z mocnym przytupem na mainstream. Metkowany fashion rażący wręcz z teledysków, całkiem imponujące wyniki sprzedaży oraz odsłuchów, ogólnie rzecz  ujmując gruby szum wywołał dwudziesto parolatek z Harlemu. O ile debiut A$AP Ferga nie zakłócił porządku na scenie ani też nie zapadł dłużej w pamięci większości słuchaczy to w przypadku Rocky`ego fame ma mocne fundamenty, ale po kolei. Nazywanie Asapa nową nadzieją rapu wzbudziło by śmiech… są gracze dużo bardziej charakterystyczni, z większymi skillsami, mających bardziej wciągające flow, kilka mixtapeów i głośnych gościnnych zwrotek na kącie . Niemniej jednak typ z Harlemu potrafił się przebić przez masę lepszych i gorszych MC, albumów które w mniej lub większym stopniu tkwią w przeciętności.
            Już LiveLoveA$AP było zapowiedzią charakterystycznego materiału. Tryskający cholerną pewnością siebie, nawija jakby już był na czele peletonu. Charyzma debiutanta niektórym może wadzić, innych wkuwi..ć do reszty ale finalnie potrafi przyciągnąć słuchacza, który będzie wracał do jego tracków. Niedostatki techniczne, teksty nie powalające na kolana schodzą na dalszy plan, A$AP Rocky swym debiutem porwał choć swych jeńców trzymał raczej na kredyt.
            Wydany rok temu album miał w oczach a raczej uszach wielu fanów nieźle namieszać w rap grze. Oczekiwania duże.. koleś nie rozjeb..ł podziemia, nie miał featów które mogłyby by zbudować jego pozycje na scenie. Jednak głód nowości i rzeczy oryginalnych znów przykuł uwagę. Być może rok od premier wpłynął na dystans oceny tego krążka. Być może rok 2013 który dał nam kilka dobry albumów i tych które na świeżo jarały. Dziś, po kilkudziesięciu odsłuchach stosunek do „dokonań” 25-latka  na pierwszym pełnoprawnym debiucie jest już trzeźwy. Charyzma to już za mało, nie doskonałości techniczne? Kilku gości skillsy ma większe. Fakt. Ale ten koleś wciąż intryguje. Trasa koncertowa z Rihanną, gościnne zwrotki między innymi u T.I. oraz Ushera. Z drugiej strony materiał ze swoją macierzystą grupą- A$AP Mob.... mówiąc kolokwialnie „jaj nie urywa”. W czasach gdy Kendrick Lamar jeszcze przed debiutem staje się przez wielu słuchaczy najlepszym obecnie raperem a freshmani z XXL powoli się rozkręcają, materiał który na „dzień dobry” wybije się musi być po prostu „jakiś”.
            Przed premierą balon oczekiwań mocno dodmuchały promo kawałki m.i.n. : „Fuckin Problems”, „Goldie”. Pierwszy z nich- banger TOP3 ubiegłego roku. Wkręca się w głowę bardziej niż rozkładówka Playboya. Gościnne zwrotki Lamara oraz Drakea świetnie wpisujące się w całość numeru, teledysk bez spodziewanej pompy ale i tak oddaje klimat. I nawet wszechobecne w obcych kawałkach Dwa-łańcuchy nie drażnią. Apetyt wzrósł. Mixtape to już za mało. Więc czy sprawdzenie całości nie odbije się czkawką, może niedosyt lub syta uczta chętnie powtarzana?
Dziewiczy odsłuch krążka  w zimowej scenerii (nie takiej jaką mamy teraz), jeszcze z zarajaną głową przez Live.Love.Asap miał specyficzny smak. Jak pierwszy papieros, wino za szkołą, czy inne rogate rzeczy. Nie wiem dlaczego, ale czułem jakiś „brud” czy cholera wie jak to nazwać.
            Otwierający album tytułowy numer- LONG.LIVE.A$AP z pierwszymi dźwiękami wprowadza na salony Królestwa zwanego- A$AP Rocky. Siedzący z wrodzoną swawolną pychą „król” przepowiada swój triumf. Pada stwierdzenie będące clou całego albumu: „Who said you can’t live forever lied? Lied.”. Deklaracja pochodzenia, przechwałki o szczytach na wyciągnięcie ręki oraz zapowiedź ich zdobycie. Niby nic odkrywczego, numer jak jeden z wielu. 50 Cent też na wejściu obiecał sobie zdobycie szczytu bądź śmierć. Ale klimat beatu wraz z wpisaną w nią nawijką Rockyego  trzyma w napięciu do końca. Pierwszo singlowe Goldie z ciekawą produkcją Hit-Boy`a, PMW z feat`em Schoolboy`a Q gdzie obaj panowie brzmią jakby byli braćmi- „It's A$AP Q, where the bread at?”. Odpowiedź prosta- na beatcie. Lekko bujający numer, przypominający moje początku ze słuchanie rapu. „Pussy, money, weed”- ameryki nie odkryli, kolejni raperzy co chcą tego samego. Gdy któryś z młodych kotów na polskiej scenie tak określi swe cele od razu został by zdissowany, na niebieskich tablicach lały by się oceany hateów.
            Spokojne beaty od Clams Casino na pewno dupy nie urwały, z komentarzy na YouTubie jasno widać, że dla fanów są raczej najsłabsze z całego materiału. Choć z drugiej strony ASAP ma możliwość by rozwinąć skrzydła i wybić się znad warstwy muzycznej. Niestety samodzielnie nie dał rady, no-skills? Bez przesady. Fajnie że od kotów oczekujemy by jak ich starsi koledzy zmieniali rap gre z pojawieniem się pierwszych zwrotek a nie wypatrywali progresu jak kibicie reprezentacji Polski na zwycięstwo. Ale na Boga, nie każdy będzie drugim Nas`em (Nas king). Choć trzeba przyznać, że tekst LVL wręcz męczy, a i rymy brzmią jak napsztykany jeździec bezgłowy. Hell z gościnnym udziałem Santigold poprawia odczucia. W warstwie lirycznej wciąż daleko jest do szczytów, a kawałek może dla wielu brzmieć monotonie, lecz klimatyczny beat i delikatny, lekko wyciszony głos Santigold (czy jak ktoś woli Santogold, która rozpieprzyła rok 2008), która świetnie wyczuła parabole napięcia. Pain –numer który spokojnie mógłby się na albumie nie znaleźć, bo niby wszystko jest ok, Soufien3000 rozkołysał ale może za bardzo usypiając głównego aktora. Może przesadziłem, źle nie jest, bardzo dobrze też nie. Wspominanie wcześniej Fucikn Problems szybko wchodził do żył, Wild for the Wight od Skrillexa z miejsca wybija się. Choć po pierwszym odsłuchu owa produkcja brzmi jak wizyta Ojca Tadeusza R.  na koncercie Behemota,  to jednak przy udanych przyspieszeniach A$APA  i refenowe: „Wild for the night, fuck being polite” trzyma się kupy mimo (niestety) prostych rymów, zbyt prostych jak miano klasyka gatunku co pokazuje chociażby pierwsza lepsza z brzegu wycinka z szesnastki: „We fuck bitches, get paper, you fuck niggas on papers”.
            Cypher z ciekawie dobranymi goścmi jak Yelawolf, Big K.I.R.T. , Kendrick Lamar, Danny Brown, Action Bronson oraz Joey Bada$$, podobno usypia od połowy, innych już na pierwszej stacji. 1 train- nie wbije się w uszy koneserów ale do śmietnika na dysku twardym gnić też nie będzie.  I choć pewnie wiele osób będzie miało ubaw to z premedytacją- jest to jeden z lepszych kawałków tego typu ostatnich długich miesięcy, jeśli nawet nie lat(!). Gospodarz wejściem nie odcisnął piętna na wosku, mimo tego żaden z kolejnych MC kawałka nie zjadł, a zwrotka Kendricka Lamara zasługuje na miano „best in the track” lecz bez koronacji- aż tak dobrze nie było by można uznać że  samozwańczy król buchnął wszystkie przedziały, sorry „No Control”.            
            Do tracka numer 10 przekonywałem się przez kilka miesięcy. Dopiero klik z udziałem Rihanny rozkręcił przycisk replay. Aż prosi się o kobiecy refren, numer jest soft więc na Boga dlaczego kobiecy głos wycieka jedynie z sampla? Tym razem pistolet A$APA jest złoty, ale naboi ślepych napenwo niema. Możecie hateować Rocky`ego za sedno kawałka ale wykonanie numeru o treści pustej dające intrygujący klimat zasługuje na pochwałę. Końcówka LONG.LIVE.A$AP traci na przebojowości całego krążka jednocześnie daje kija perełek w postaci ciekawych wersów. Phoenix –okraszone najlepszym teledyskiem z pośród wszystkich singli, z nieziemsko klimatycznym echem kobiecym jak velvet wplata się w ciekawą nawijkę A$APA, która na początku jedynie irytowała. „ja p…lę, kolejny emo-track. WTF?”. Po kilku podejściach do tego numer nie brzmi już jak frajerska wyliczanka.  Suddenly-  zapina w klamrę całość. Niepokój w trzeszczących dzwiękach plus „czkawka”  z  głośników.
            W większości sklepach muzycznych, empikach, sklepach internetowych i aukcjach dostępna była wersja delux albumu. Wzbogacona o trzy numeru, w tym- „Jodye”- będące dissem na SpaceGhostPurrpa. Ghetto Symphony z featami od Gunplaya oraz ziomka z A$AP Mob- Ferga, na ciekawej, żywej produkcji od Lord Flacko. Medal po raz kolejny ma dwie strony. Przyczepić się można znów do prostych wręcz łopatologicznych rymów typu „Ala ma kota, kot ma Alę”. Również Angels ma podobny problem ale ogólnie jest jednym z najlepszych numerów na płycie. Wciągające wahania nastrojem, zmienione flow i jakby nie patrzeć tekst całkiem niezły. Ostatnim numer wersji rozszerzonej z gościnnymi refrenami Florence Welch będący „lovesongiem” po raz kolejny udowadnia, że A$AP dobrze się czuje razem z kobiecym głosem w refrenie.  
Ponad godzina rapu. Ponad godzina jednego z lepszych albumu 2013 roku. Pierwsza pełnoprawna LP w moim odczuciu najbardziej utalentowanego rapera z grupy A$AP Mob. Album mimo różnic muzycznych od brudnych beatów, rozchwianego Skrillex, po nocne brzmienia miasta w wykonaniu Casino brzmi spójnie. Nie ma na tym krążku rzeczy, które by nazwać można by było nietrafionym strzałem. Masa buńczucznych zapowiedzi, gloryfikacja narcystycznej natury. OK. Słabe, było setki razy. Ale charyzma tego 25-latka wije się z głośników.

Nie trudno jest wymienić na palcach obu dłoni albumy z 2013 roku które pod względem technicznym przewyższają LONG.LIVE.A$AP. Ale czy konkurencja potrafi z wkurzająca, bezczelną pewnością siebie jechać po beatcie? W gąszczu przerośniętych koncepcji, raperów co boją się chwytać majka i tych co mają więcej featów albumów w dyskografii. Debiut A$AP Rockyego na tle obecnej sceny za wielką wodą wygląda co najmniej obiecująco. Udana kontynuacja LiveLoveA$AP, która moim zdaniem znalazła się w TOP5 roku 2013. I oby autor albumu nie podzielił losów swych kolegów z wytwórni i nie zakopał progresu w pustych tekstach o tym że jest piękny i jak pieprzy haterów. Niech żyje mu się długo, nawet jeśli to kłamstwo…

Ocena 8/10