piątek, 11 kwietnia 2014

Man of The Year.... czyli recenzja ScHoolboy Q- Oxymoron



Na Polskiej scenie byłby już dawno skreślony. Otagowany milionami etykiet, bardziej lub mniej dalekich od faktów. Jeśli w poprzednich zdaniach jest przesada i nadmierny wniosek jak balon oczekiwań w stosunku do polskiej kadry na Pucharze Davisa to fora o rodzimy rapie są kopalnią cierpkiej fikcji. Schoolboy Q żyje i ma się dobrze. W sercu West coastu, w gąszczu betonowych wspomnień, oparów miasta aniołów, promieniach słońca okraszonych dobrym rapem wreszcie wykorzystuje swój potencjał.
Przeciętny słuchacz rapu dosyć szybko wysuwa opinie na temat danego rapera, grupy, producenta czy też DJ-a. Laurka Schoolboya z początków działalności miała by zapewne ciemny obraz w takim postrzeganiu rap gry. Urodzony w Niemczech MC długo nie potrafił w swym życiu znaleźć właściwych torów. Nieudana kariera futbolisty, gangsta przeszłość. I jak sam przyznał w pewnym momencie swojego życia nie miał dobrych widoków na lepsze jutro. No future jak Sex Pistols. Uzależnienie od dragów, na bakier z prawem, perspektywa bycia ojcem. Dla byłego skrzydłowego Crenshaw High School waga swych 21 gramów stała się na pewnym etapie zbyt ciężka.
Być może sam rap nie był jedynym drogowskazem do „lepszego jutra”. Ale z przeciętnego typa, Q małymi krokami stawał się Jerry`m Rice`m hip-hopu. Choć początki na kolana nie powalały. Ba! Nawet nie były warte uwagi. Pierwszy mixtape ScHoolboy Turned Hustla niczego odkrywczego i godnego odsłuchu nie zapowiadała. Gangsta & Soul również nie niosło ciekawej alternatywy dla ówczesnych kotów bedących na hypie. Intrygująca stylówka i ciekawe wersy zaczęły przyciągać uwagę na trzecim wydawnictwie – Setbacks na którym to Quincey Hanley brzmi wreszcie jak raper z aspiracjami do zaznaczenia swej obecności na scenie. Poprzednik Oxymoronu- Habits & Contradictions potwierdził klasę Schoolboy`a. Zacne featy, masa propsów, kilka numerów które narobiły sporo szumu, świetne bangery jak THere He Go a w między czasie kilka bardzo udanych gościnnych występów.
Mimo tego, ciągle dwudziesto paroletni raper z peryferii L.A. brzmiał jakby ciągle mu czegoś brakowało. Sukces kolegi z wytwórni dodatkowo odsunął nieco w cień byłego członka gangu 52 Hoover Crips. Dzięki Bogu, nie popełnił ścieżki polskich talentów i nie podążył przedartą drogą. Zresztą, byłoby to raczej niemożliwe. Flow zupełnie inne, technika także wskazująca różnice między oboma reprezentantami TDE, talent? Tutaj sytuacja jest bardziej zbliżona. W czasach gdy Lamar zakłada koronę i niczym Władimir Putin na Krymie obwieszcza się królem Wielkiego Jabłka, autor Oxymoronu robi szczery bilans z przeszłością i jak przystało na reprezentanta gangsta  rapu robi to z wielką pompą.
Premiera samego krążka była jak końcowy gwizdek meczu w którym wynik był już pewny na kwadrans przed końcem. Single które wywołały duże oczekiwania, głośne zapowiedzi samego rapera, video zapowiedź z córką… Hype miał się więc zgadzać. 
Pierwsze single narobiły smaku, progres słyszalny, świeży powiew jak w kawałku nom omen Banger i za cholerę nie kumam dlaczego brakuje go na płycie. Collard Greens z featem najbardziej obecnie popularnego MC zza wielkiej wody choć Bilboardu nie podbiło (zaledwie 92 lokata w Hot100) z jednej strony szybko zebrało propsy (zasłużone!) z drugiej, potwierdziło kto w TDE Entertainment  rządzi. K.Dot zjadł numer, ale to żadna ujma. Autor Good Kid, M.A.A.D City w obecnej formie zjada całą „czarną” scenę: „ I'm famous, I blame this on you, cash in the mirror.Hang in my penthouse roof, skyline the clearest. Watch it, your optics, popping out, you look the weirdest Pop my top on the 105, head with no power steering, ah!”. Sam Q w  kompleksy wpaść nie może. Wersy płyną bo energetycznym beatcie. Kawałek ma pierdolnięcie jak prawa noga Sebastiana Janikowskiego. Otwierający album track Gangsta brzmiący cholernie klasycznie co zapowiada różnorodność w brzmieniu krążka. Nawijka z której bije pewność siebie, brudy przeszłości, ciemność zaułków bliskich autorowi… niemal w zakręconej głowie typ wyciąga kosę.
Jedną z lepszych produkcji na albumie w wydaniu Pharella Williamsa jest Los Awesome. Beat na którym ekipa Clipse mogła by równie nieźle pochulać co ScHoolboy. Sam numer jest bezbłędny, gość nie nawala, beat pozwala obu raperą pokazać swoje możliwości, klimat jest, a linijki agresywnie wgryzają się w muzykę: „Barbecues and county blues,  this Hoover gangster be the shit. It ain't much up on our list, shoot the killer and hit the licks. Get EBT up out the bitch, gangbanging, fuck a clique”. Im dalej w las tym jeszcze lepiej. What They Way w którym słychać kto tu jest gospodarzem, a 2 Chainz  jest bezbarwny jak gra United w ostatnim sezonie. Hoover Street gdzie poznajemy między innym dzień z życia dilera dragów, czy tak osobiste historie jak los wujka i jego grubych akcji z obejściem prawa. Stary ScHoolboy Q z czasów gdy oczekiwał na dzień ostateczny i beat trueschoolowy, przez co cały numer brzmi jak z lat 90-tych. Klimatyczne Studio z lekkim flow w refrenach ale niespokojnymi wersami. Muzycznie- jeden z najbardziej spokojny momentów na tym krążku, dzięki produkcji Swiff D. Ból tworzenia niczym u Jacka Kaczmarskiego: “Throw a loc your pussy, girl, you knowing that your nigga faded. Can I hit that pussy way I wanna while this record playing?”. Pewnie i szkło ciągle w ruchu…
Tytułowy Oxymoron spojony z numerem Prescription okraszony wprowadzeniem córki  ScHoolboy`a które z czasem jawi się jako ostrzeżenie  to epicentrum tego dzieła. Narkotyczne beaty jak i same nawijki. Tekst kawałka choć mocny to swym ciężarem nie męczy. Do ostatniej linijki tłuste petardy Q budują klarowny obraz tego co ma ten krążek nieść ze sobą. I niczym krocząca tyłem obok profesora Caritata sowa ScHoolboy kroczy w stronę swojej prywatnej Katharsis.
Numer z Tyler, the Creator z charakterystycznym dla reprezentanta Old Future beatem po raz kolejny na tym krążku serwuje dobrze skrojony numer. Beatem Tyler nie zaskoczył, jednak wysoka forma z The Wolf jest wciąż słyszalna! Gościny występ legendy kalifornijskiej sceny- Kurupt, oraz przedstawicieli nowego pokolenia raperów brzmią cholernie ciekawie. Sam Kurupt pokazuje, że mimo upłyniętych lat wciąż ma intrygującą nawijkę: „Come up in this mothafucka looking for a bitch. Probably sucked on my dick then you kissed her on the lips”- Doggystyle w dobrym wydaniu. Kawałek ten, potwierdza inspiracje Q style byłego członka Death Row. Blind Threats z udziałem kolejnego weterana- Reakwon gdzie pyta o suwerenność sił nadprzyrodzonych rządzące światem zwanych inaczej Bogiem, brzmiące podobne do kolegów z Cypress Hill nieco uspokaja ciężar brzmienia.
Najbardziej radiowy beat z Hell of the Night to zasługa Dj Dahi. Q obwieszcza objęcie rap gry przez ekipę TDE. I nie są to puste przechwałki. Osobisty faworyt na krążku i murowany kandydat do miana Song of the Year to Break the Bank autorstwa Alchemista. Świetny klip do numeru, w którym to po raz kolejny spotykamy córkę ScHoolboy`a. Kolejne szczere spojrzenie w przeszłość. Numer gdzie wszystkie mocne strony Q są podkreślone. Dla rodzimych MC kawałek kręcący się wokół mamony byłby czymś szargającym prawdziwość uliczną dla rapera z USA jest Święty Graalem. Dźwięki niczym gruba ścieżka dobrego towaru, słychać w jakich beatach dobrze czuje się ScHoolboy.
Zamykający standardową wersję albumu Man of the Year można uznać za swoistą przepowiednię. Laski bansujące tyłkiem nie tylko w kawałku ale i klipie dla typa co zgarnął wisienkę z tortu. Ba, całego tort! Celebracja propsów przed wydaniem krążka na genialnej produkcji Nez & Rio oraz Sounwave of Digi+Phonics. Klimat tracka przypomina głodnego Jay-Z, z czasów gdy tym który w rap grze ma wiele do powiedzenia.
Edycja delux wzbogacona o trzy dodatkowe kawałki to jedynie delikatnie wzbogacenie całości. Leniwie wleczące się Her & His Friend z udziałem kolejnej osoby związanej z TDE w postaci SZA czy też Grooveline Pt. 2 które podwzględem brzmienia mogło by się znaleźć na Good Kid, M.A.A.D. City. Fuck L.A. zamykające edycję rozszerzoną to kolejny ciężki beat. Ostatnie rozliczenie z przeszłością, wspomnienie czasów wejścia w 52 Hoover Crips. Sam kawałek jak i cała płyta, z mocnymi wersami ale intrygującymi, wprost bijącymi realizmem: „I'm speaking real, shock the world for real, pull up in that ill”. Gdyby krążek w wersji delux wzbogacony był o chociażby kawałki Yah Yah bądź Californication nagrany wspólnie z A$AP Rocky czy też kompletnie pominięty Banger o którym już to już  wcześniej pisałem, brzmiałby jeszcze bardziej zróżnicowano. Jednak nie ma co narzekać.
Obecna kondycja rapu mainstremowego w USA może nie powala na kolana. Stąd też pewnie sukces wytwórni TDE. Kendrick Lamar czy komuś się to podoba bądź nie swą formą wyprzedza z dzieciną łatwością cały peleton. Na szczęście dla hip-hopu ScHoolboy siedzi mu kole i nie ma zamiaru zwalniać. Skoro Fc Liverpool jest na dobrej drodze do wygrania Premier League to i może 28 letni MC z L.A. wkrótce przewyższy swym fame`em kolegę z TDE.
Nawet gdybym chciał się przyczepić Oxymoronu to nie ma do czego. Jest trap, który wreszcie nie męczy po kolejnych odsłuchach. Osobiste historię bijące realizmem dzięki którym razem z Q znajdujemy się w środku tornada. Zamiast narratora z czystymi dłońmi dostajemy typa który w nurtujący sposób wciąga w swój świat. W warstwie tekstowej sporo tu nawijek o prochach, dilerce, próbach wyrwania z ciemnej przeszłości ale co ważne nie ma kawałka w którym by teksty męczyły lub stawały się zbyt mało ciekawe by kontynuować odsłuch. Goście palmy pierwszeństwa gospodarzowi nie skradli, z wyjątkiem Kendricka który po raz kolejny popisał się mistrzowską zwrotką wbijając się w beat i klimat kawałka oraz co ważne- „chemia” między oboma członka TDE aż bije z głośników.
Być może sukces Oxymoronu to własna droga ScHoolboy`a. Nie próbował skopiować sukcesu K.Dota choć nie trudno odnaleźć kilku analogi. Nie słychać też aby Q miał kompleks fameu kolegi z wytwórni. Stylówka wciąż intryguje, inspiracje chociażby Jay- Z czy Ja Rule bądź gościem na albumie- Kurupt, są słyszalne, ale nie jest to ksero rap.. tak często słyszalny w polskim wydaniu. Ulicznego charakteru ukryć się nie da, choć jest to dobrze skomponowany styl bez prawilnych bzdur, Q nie próbuje być bardziej uliczny niż krawężnik. O ile narracje w wykonaniu Sokoła zawsze potrafiły przyciągnąć uwagę to ScHoolboy wżyna się bez znieczulenia w głowę tworząc aż nadto realne obrazy.
            Nie da się ukryć. ScHoolboy rozbił bank, nie tylko w kawałku 11-stym. Mimo, że najsilniejsze karty odkrył przed premierą to całość w niczym nie rozczarowała. Choć według VNM-a, Oxymoron to najbardziej przehypowany krążek ostatnich miesięcy. To co można powiedzieć o ostatnim wydawnictwie Ricka Ross`a? Oxymoron to album który w przyszłości może stać się klasykiem. Level wyżej od debiutanta w postaci YG (według którego nagrać klasyk nie jest trudno). Dzieło ScHoolboy`a budzi skojarzenia z Get Tich Or Die Trying 50 Centa, tu też słyszymy rapera bardzo charakterystycznego, który mocno napiera swych kolegów po fachu pogrążonych w niemocy. Ta płyta jest spójna, dobrze rozłożona pod względem napięcia, beaty świetne dobra, żaden z producentów nie nawalił a i featy nie psują kawałków. Nie jest to najlepsze dzieło jakie wyszło na świat za pośrednictwem TDE ale numer 2 w tym wypadku jest sukcesem. Progres niemalże „stał się ciałem” i pozostał na beatach. Klimat krążka jest wyrazisty i na tyle charakterystyczny że ciężko się nim najeść po paru odsłuchach. Te proste ale brudne wersy trafiają zawsze w cel niczym sam Brudny Hary.
            Przepowiednia z Man of The Year zapewne wkrótce się ziści. A ScHoolboy z wielkim hukiem znajdzie się w Hall of the Fame. Wprawdzie nie będzie to sala sław NFL do której pewnie ten koleś z Los Angeles aspirował w młodym wieku ale ta pełna MC którzy wnieśli „coś” do tej kultury. Z wielkim prawdopodobieństwem można założyć, że Oxymoron będzie w TOP5 roku 2014. A nawet pójść dalej i założyć, że tytuł Man of The Year to już nie kwestia czasu…

Ocena: 9/10
Krzywa krooopa 



piątek, 28 lutego 2014

Młode Wilki Popkillera.... kto gdzie i jak

 W ostatnią środę na światło dzienne wyszły kolejne Młode Wilki Popkillera. To już trzecia edycja akcji której pierwowzorem są freshmani z amerykańskiego magazynu XXL. Nie da się ukryć, że akcja zza wielkiej wody pomogła w budowaniu fame`u przez takich MC jak Kendrick Lamar, Schoolboy Q, Macklemore, Kid Ink, J. Cole, Wiz Khalifa czy też Machine Gun Kelly. Podczas sześciu edycji przewinęło się wielu raperów, część z nich spartoliła swoje 5 minut jak chociażby Papoose. Jak sobie poradzili zawodnicy pierwszych dwóch akcji pod szyldem Młode Wilki Popkillera? Warto zgłębić się w ten temat….
            Pierwsza edycja licząca 12 kotów przez wielu uważana za najlepszą spośród całej trójki. Dzisiaj, po niespełna trzech latach najsilniejszą pozycję w rap grze posiada Bisz. Członek B.O.K., autor „Chodnikowego Wilka” –album TOP3 roku 2012. O ile „W stronę zmiany” niosło ze sobą powiew świeżości na scenie to „Młody Wilk” halnym zmiótł wielu słuchaczy. Kontrakt z Fandango Records, świetne single- „Pollock”, a na koniec złota płyta i nie boje się tego napisać status klasyka. Znany z podziemnych projektów Bisz stosunkowo szybko zbudował swoją pozycję. Wejście do Aptaunu zaowocuje wydaniem drugiego legala swojej rodzimej grupy. Apetyty są spore, uważany przez wielu za najlepszego spośród wszystkich Młodych Wilków Bisz będzie tym razem bronił swej pozycji. Lirycznie kot, flow intrygujące. Jak będzie teraz? Może wspólna płyta z Laikike1 zamiesza na scenie? Rok 2014 może  być rokiem rapera z Bydgoszczy.
            Medium obecnie zwany Tau po odejściu z Asfalt Records założył swój własny lebel- Bonzon. Debiutancka „Teoria równoległych wszechświatów” intrygowała. Flow jedno z ciekawszych, zdolności producenckie słyszalne i lirycznie ma coś do powiedzenia. 8 tysięcy sprzedaży wynik dobry jak na debiut. „Graal” zaskoczył, nieco oberwało się mu się za skrajne poglądy. Zdaniem Marka Falla: „Graal jest jednym z najodważniejszych i najambitniejszych projektów artystycznych w historii polskiego hip-hopu. Wizja kieleckiego rapera, Medium łączy Ewangelię, dziedzictwo polskiego romantyzmu, psychorap i ultrakonserwatywną publicystykę. Rozmach produkcji budzi podziw, ale Graal to często zaledwie rewers płyty Jezus Maria Peszek. Gdzie fanatyzm megalomanią pogania". Natomiast Marcin Flint porównał ówczesnego Kieleckiego rapera do Fisza i Magika. Powstała pod wpływem natchnienia „Egzegeza” był naturalną kontynuacją Graala. Rok 2014 ma przynieść kolejne solo. Tym razem Tau z krążkiem „Raj”. Jak będzie? Oby dalej bezkompromisowo i zgodnie z własnymi przekonaniami. Przecież od raperów oczekujemy by byli tacy na płytach jak w życiu, co nie?
            Bonson jeszcze w podziemiu nieźle namieszał. Wydanych na beatach Matka album „Historia po pewnej historii” doczekał się legalnego wydania na łamach Koka Beats. Wcześniej nielegale wyrobiły reprezentanta Szczecińskiej sceny. Stylówka bardzo charakterystyczna, mocny język, zero wazeliny, brud ulicy, historie z ciemnej strony miasta. Wejście w  ekipę Stoprocent ma przynieść wiosną nowy krążek- „O nas się nie martw”. Ptaki ćwierkają o wspólnym wydawnictwem z Planet ANM. Pierwszy singiel z nowej solówki- „Wiem co stracę” i od razu słychać nowe inspirację. Po wyświetleniach na YouTube widać, że na nowe rzeczy od Bonsona czeka duża grupa słuchaczy, oby za tymi nowościami szedł i progres. Czekam!
            Białas stosunkowo długo czekał na szansę by wejść na mainstream. Z pomocą wyszło Prosto Lebel. Efektem czego jest krążek „Stage Diving” nagrany wspólnie z Solarem. Debiut udany, ci którzy liczyli że noga rapera z Warszawy się potknie i krążek będzie niewypałem mogą przestać czytać. Choć sam nie słuchałem przed legalnym debiutem duetu Solar/Białas to jednak hate`a przypiąć im nie mogę i nawet nie chce. Udany track na Prosto mixtapie- „Jak skończymy”. Ciekawi freestylowcy ale i raperzy całkiem ciekawi. Co dalej? Ostatnio głośno o beefie z PeeRZetem. Solar odpowiedział również na dissy od Laikike1. Rap po który osobiście nie sięgam ale powodzenia.
            Gedz, reprezentant Malborku posiadacz jednego z najbardziej świeżych flow spośród wszystkich młodych wilków. Newschool w dobrym wydaniu, przez wielu uznawany za rapera ze zbyt dużym ego. Broni się jednak skillsami. Udany debiut w postaci „Serce bije w rytm”, ciekawe featy w tym między innymi u Palucha. I jeśli miałbym wybierać z grona Popkillerowych raperów typa który może najbardziej zaszumieć na scenie to właśnie postawił bym na młodego MC z Urban Rec.
            Aktywność na scenie Tusz na rękach była widoczna na dużo wcześniej niż pojawienie się na Młodych Wilkach. Mocno zaangażowany w działalność Kieleckiej rap sceny, obdarzony zawsze ciekawym beatem, zawsze potrafi dołapać ciekawego producenta. „W brzuchu bestii” wydane w ubiegłym roku okazało się progresem urodzonego w Krakowie rapera. Śliwa budzący na dzień dobry podobieństwa do Peji i pod względem rapu jak i z wizualnej płaszczyzny. Reprezentant Poznańskiej sceny, więc i rap charakterystyczny dla MC wywodzących się z tego miasta. Nieco cicho po debiucie, choć ma się to zmienić za sprawą drugiego legala. Zawodnik RPS Enterteyment  w tekstach wali prawdę na beat, a i skillsów mu nie można odmówić. Choć debiut pozostawił niedosyt to warto czekać na nowe wydawnictwo, promo „Chłopaka z sąsiedztwa” to już potwierdziło. Kolega z wytwórni, a więc Vixen swym brudnym flow na pewno wpada w pamięć. Tracki z pomysłem, inteligentne linijki. Pierwszy album był jak udany mecz skończony remisem. Niby gra spoko, akcje warte uwagi ale brakuje kropki nad „i”. „Rozpalić tłum” już dał większy obraz możliwości rapera z wytwórni RPS. Ostatnie wydawnictwo z 2012 roku daje nadzieje na jeszcze dojrzalszy rap i progres 25-letneigo rapera.
            Rekord ze swym flow mógłby zburzyć nie jedną karierę mainstreamowego rapera. Wywodzący się Wrocławia MC członek Pepe Skuad (wspólnie z Hajem i Roksem). Gdy pierwszy raz go usłyszałem miałem wrażenie że leci kawałek Trzeciego Wymiaru. Zonk! Materiał z 2009 roku nie osiągnął niestety dużego sukcesu. Ale pokazał możliwości reprezentanta 71. Niski głos Rekorda plus charyzma prognozują że od raperze z Wrocławia nie raz usłyszymy. Wraz ze swoją rodzimą grupą wstąpił do Koka Beats. Oby szybko o sobie przypomniał!
            Green który wydał jeden z ciekawszych krążków ubiegłego roku przez długi czas jawił mi się jako MC bez ikry. Niby tekstowo ciekawie, technicznie się zgadza ale brakowało tego „czegoś”. Na beatach O.S.T.R.`a członek formacji Phonoloftaleina znalazł swoje tory. „Buntownicy i lojaliści” na mrocznych produkcjach, posiadająca oryginalne historie, dobrze zbalansowaną liryczną treść wraz z mocną nawijką Greena. Stać go na wiele.
            O Kaiteu za wiele nie wiem. MC z Rzeszowa. Z drugiej strony jest o nim cicho. I sam zdecydowanie najmniej narobił szumu. Na scenie aktywny od 2004 roku. Od tego czasu wydał kilka projektów jak między innymi: „Dobry kit nie jest zły” bądź „Multum Dienguff”. Jedno można napisać o nim w ciemno: duża pewność siebie, zdolność do złośliwych wersów oraz zmysł do kawałków które chwytają słuchaczy. Typ którego skreślać napenwo nie wolno. Po przesłuchaniu kilku tracków słychać że nie przypadkowo trafił na pierwszą edycję. Oby szybko wykorzystał swój potencjał. Podobnie historia tyczy się Shota. Kolejny MC z Wrocławia, poza nawijaniem dobrze wychodzi mu również tworzenie beatów. Ma na koncie współpracę z między innymi VNMem, Wdową czy też Jotem. Wysoki głos w połączeniu z masą refleksji, na pewno jest to specyficzny rap w wydaniu nietuzinkowego MC. Być może za wcześniej wypłynął na szersze wody, a potencjału swego jeszcze nie okazał? A to że go posiada jest pewne, chociażby track F.O.R.M.A. może świadczyć za dowód.
            Z drugiej edycji na pierwszy plan rzuca się Kękę. Największy wygrany z pośród wszystkich. Patrząc na karierę rapera z Radomia takie akcje jak Młode Wilki od razu nabierają sensu. Mający po kilka tysięcy wyświetleń na YouTubie, spokojnie bez rozgłosu robiący swój rap 30-letni raper nagle dostał szansę na pokazanie się. Zwrotka z cyphera „Prosto z frontu” mocno zamieszała, kawałek z albumu młodych wilków też podbił fame. „Hurrwa” przejęło portale społecznościowe, sikorki i na na na bujało w wielu odtwarzaczach. Info o podpisaniu z Prosto namieszało, sam album jeszcze bardziej. „Takie rzeczy” (wcześniej była recenzja tego albumu) można umieścić w TOP5 minionego roku. Byś może gdyby ni Młode Wilki Kękę nie wszedłby na mainstream, w tedy polska rap gra straciła by jednego z bardziej oryginalnych raperów. Szansa w 100% wykorzystana!
            Podobno Ten Typ Mes gdy ma ochotę się naje..ć włącza LJ-ta. Dobrze, że osobiście nie sługa do jedynie przy alko bo alkoholizm stał by już w progu. LJ Karwel to MC który "wpada jak Stallone ci na salon z tą samą miną / paląc cygaro z podejrzaną zieloną rośliną" i nie bierze jeńców. Poza tym to taki rapowy Leo Messi, drybler niezły, szybki i błyskotliwy. W cel trafić potrafi, talent wielki. Trochę mało go jednak w trackach. Bo i tracków wiele nie ma. MC o wielu twarzach. Potrafi mrocznymi historiami zwrócić uwagę ale i luźnymi kawałkami rozhulać domówkę. Obok Kękę dał najlepszy track na wspólny krążek młodych wilków. Wcześniej znany jako cztery-osiem raper ma póki co na koncie jeden mixtape kilka kawałków w sieci i kozackie numery na kompilację „Klaser vol.1”. Przed młodymi wilkami mało popularny, gracz Alkopoligami i spory kandydat do rapera z absolutnego topu na rodzimym rynku.
            Mimo tego, że w ostatnich latach zadebiutowało kilka ciekawych raperów to drugiego takiego zawodnika jak Gospel ciężko będzie znaleźć. Jak Kęki już nie taki młody. Trzy dychy na karku, niepasujący do szablonu zwanego „Polski raper”, obiekt beki wielu słuchaczy. Wybór Gospela wzbudził mieszany odbiór. Groteska, brak oporów, swobodne podejście do niemal każdego tematu. Po tym kolesiu spodziewać można się… wszystkiego. Tego, że nagra kawałek propagujący spożywanie odchodów bądź love song skierowany do ulubionego teletubisia. Brak granic, ciekawe metafory i chory styl kipi z mixtapeu „Pizdy, Blizny i Smród Bielizny”. Nie będzie to nigdy MC który będzie słuchany przez masy i dobrze. Wartościowe uzupełnienie naszej sceny.
            Gdyby głównym elementem oceny osiągnięć raperów od Popkillera były współprace z rapem z zachodu to Ńemy bezsprzecznie sięgnął by tronu. Charyzmatyczny MC, tekściarz i producent. Zaskoczył remiksem do kawałka Method Men & Freddie Gibbs- Bulit for this. Przez pewien czas był blisko MaxFlorec, ostatecznie nic z tego nie wyszło. Ma na koncie współpracę z Rahimem, L.U.C., Skropuem, Fokusem czy też Grubsonem. Pojedyncze numery rapera z Sierpca jak Sick Pro czy Guzik ukazują ciekawy styl tego nieszablonowego MC. Specyficzna technika, na oryginalnych beatach totalny crossover. Oby szybko wydał solówkę.
            Ogłoszony jako pierwszy do drugiej edycji młodych wilków Haju to obok Rekorda kolejny członek Pepe Skuad. Reprezentant Wrocławia ma koncie trzy płyty z rodzimą grupą oraz trzy solówki w tym bardzo ciekawy projekt nagrany wspólnie z producentem Złote Twarze- „Międzyświat”. Rzecz godna uwagi pokazująca duże umiejętności młodego 26-letniego rapera. Stylówka Haju charakteryzuje się dobrą dykcją, flow nabitym pewnością siebie, ciekawymi wersami, świetną techniką. Raper ciekawy przed którym jeszcze wiele. Warto czekać!
            Zaledwie 23-letni raper poznania Rudi może budzi po pierwszym poznaniu skojarzenia z Tech N9ne choć ma na tyle oryginalności by wybić się na tle przeciętnych raperów kopulujących styl swych ulubieńców. Zawodnik ekipy 25 Punktów mający na koncie współpracę z takimi postaciami jak Vixen, Śliwa, Buczer, Małpa (Nagły Atak Spawacza). Stylówka tego gościa pełna jest eksperymentów, popisów technicznych. Szybkie flow, charyzma i mocny głos… wszystko trzyma się kupy. Debiutancki „Cyrk” należy uznać za udane wejście. I po roku od Młodych Wilków można uznać że wybór Rudiego był trafiony.
            Kolejny ciekawy typ który został już zauważony przez szerszą grupę słuchaczy to Buka. Raper z Gdańska, członek SumaStyli, mający kontrakt z MaxFlorec. Na koncie poza czterema nielegalami w tym dobrze przyjętymi „Opowieściami z miasta fatum”, trzy w pełni legalne produkcje. „Pokój 003” zebrał całkiem sporą grupę słuchaczy. Ostatnie wydawnictwo „Wspaniały widok na nic interesującego” osiągało duży sukces na rynku wydawniczym. Flow  niczym nie skrępowane, warstwa tekstowa pełna ciekawie opowiedzianych historii, inteligentnych linijek a poza tym ucho do kawałków które stosunkowo łatwo stają się hitami. W Buce intrygujący jest sposób operowanie głosem, potrafi przemycić niepokój, cynizm bądź luźny klimat. Po ilości odsłuchów i popularności ostatniego legala można mu wywróżyć długą obecność na scenie.
            Wywodzący się z Gliwic już 29-letnie Biak to przede wszystkim szybko wpadające w głowę flow. Ciekawy tekściarz, dobrze czujący się na klasycznych beatach. Członek grupy TruKru oraz Heavy Metal z którą to wydał album na łamach Szpadyzor Recrods. Budzi skojarzenia z Biszem choć ma od niego dużo większy talent do „przyp…a” w tekstach. Gładkość z jaką składa rymy plus ciekawa osobność to chyba najmocniejsze strony tego MC. Zobaczymy co będzie dalej…
            Szuwar kolejny już nie tak młody wilk pod względem wieku. Mocne zwrotki, brzmiące tak autentycznie że aż obrazy powstają w głowie samoistnie. Podejście do rapu charakterystycznej dla starej szkoły. Zero lanserki, pozerstwa, pustych wersów. Talent duży choć niedoceniony. Warto nasłuchiwać co wydaje.
            Pochodzący z Bielsko-Białej Beeres to typ mocno zajaramy rapem Kanye Westa czy też Kendricka Lamra co słychać od razu. Znajdujący się blisko Aptaunu, posiadający szybkie i czyste flow. Krótko ujmując- newschool w ciekawym wydaniu. Na wolnych produkcjach brzmi nieco jak Pyskaty, raper typu dobrze skrojony MC.
Jopel słuchaczom polskie rapu znany był dużo wcześniej przed młodymi wilkami. Sylówka oparta na trafnym przekazywaniu obserwacji, ekshibicjonizmie oraz łatwością w opisywaniu rzeczywistości. Bez ubarwiania i bezkompromisowo z głosem tak mocnym że  trudno nie chwycić jego ostrych linijek. Wspólnym album z Komarem wydany dzięki wytwórni Step Records potwierdził uliczny styl rapera z Białegostoku. Członek ekipy „Za młodzi na śmierć” z którą to też miał już okazję zadebiutować na legalu. Kolejny który jeszcze może pozytywnie zaskoczyć.
Jedyny który nie pojawił się na wspólnym kawałki Jasiek MBH to kolejny reprezentant ulicznego rapu. Powodem braku udziału rapera z Warszawy w kawałku „Prosto z frontu” były zasady wyrosłe ze starej szkoły: kawałki nagrywa tylko z dobrymi znajomymi. I chwała mu za to. Zbyt dużo obecnie na scenie kolesi co nagrywają bez oporów z każdym. Reprezentant Dill Gangu kładący nacisk przede wszystkim na warstwę tekstową. Linijki zawsze są pełne zapatrzenia na społeczne kwestie a głos ma być jak maszyna co celnie trafia w beat. Debiutancki album „Nazwij to jak chcesz” okazał się potwierdzeniem tego czego prezentował Jasiek MBH przed legalem.
Dejan wywodzący się z Kieleckiej sceny był już jedną nogą w pierwszej edycji Młodych wilków jednak pobyt zagranicą uniemożliwił udział w akcji. Na drugą edycję złapać się zdążył. Podziemny projekt z 2010 roku „Kielce się walą mixtape” został uznany za Kielecką płytę roku. Udana współpraca z Szattem zaowocowała EPką „Golden Mic”. Rap Dejna to obraz świata widziany oczami zwykłego typa przez co staje się bliski wielu słuchaczom. Podobno ma w planach wspólny album z Kajmanem. Projekt z raper z mainstreamu pomógłby mu zaznaczyć swoją markę, choć stać go by samodzielnie się wybić.
Szczecinianin Bogu Bogdan jakoś nigdy nie zainteresował mnie na tyle bym sięgnął po jego tracki, coś jednak jego słuchałem. Brzmiący trochę podobnie do Bonsona (może to te miasto tak działa) reprezentant grupy Pol Hasz ma cięty język, potrafi przywalić bez użycia pięści, metafory ma równie dobitne a i po beatcie nie puenta się z przypadku. Rocznik 89 więc czas przed sobą jeszcze ma i na pewno zawodnika z tak ostry jak papryczki chili językiem skreślać nie można.
Podobnie jak Bogu Żyt Toster jakoś nie przekonał mnie. W żadnym wypadku, żadnego dyskredytacji tego jak jakiegokolwiek rapera tutaj nie będzie. U rapera pochodzącego z Suwałk niby wszystko się zgadza. Bo i technika nie nagana i flow nie brzmiące jak wyrwane z gardła jakiegoś popularnego rapera. Sposób artykulacji sprawia że łatwo wpada w ucho. Tylko dlaczego nie potrafi pozostać na długo?  Dla jednego z AS-ów Aptaunu czas wrogiem nie jest. Materiał „Pięć miejsc po przecinku” to jedno z ciekawszych wydawnictw polskiego undergroundu ostatnich miesięcy. Skillsów raperowi z Suwałk odmówić nie można więc należy tylko życzyć by odnalazł swoje miejsce.
Co do DJ Filipa to ciężko typowi nie przyznać  talentu (pewnie po ojcu odziedziczony). Być może wybór zbyt wczesny, Filip miał wówczas zaledwie 14 lat. Za sprawą skreczy na albumie Wygi stał się znany szerzej od łódzkiej publiczności. Chyba najlepszą reklamą możliwości DJ Filipa jest album grupy Polskie Karate gdzie udowodnił, że już w tak młodym wieku należy do czołówki krajowej. Talent duży i z pewnością przez długie lata słyszeć będziemy o nim jeszcze wielokrotnie.
Dwie pierwsze edycje pokazały że polski underground bogaty jest w ciekawych młodych graczy. Młode Wilki miały być może decydując wpływ na rozwój kariery KęKę, odkryły takie diamenty jak DJ Filip, LJ Karwel czy też Ńemy. Nie wszystkim udało się przebić na scenę. Część pewnie jeszcze pokaże swoje możliwości, a na pewno nikogo skreślać nie wolno. Choć akcji dający możliwości promocji dla młodych raperów jest obecnie sporo jak chociażby Żywy rap to jednak póki co młode wilki popkillera po opadnięciu konfetti świecą najjaśniej.
Trzecia już edycja to13 raperów w tym pierwsza raperka- Gonix. Czy powtórzy sukces australijskiej zawodniczki Iggy Azelli? Czy będziemy mieć „nowego Bisza”? Przekonamy się  tym za parę długich miesięcy. Tym razem So`Drumatic wyprodukował wspólny numer zastępując w tej roli O.S.T.R.`a. Po dwóch odsłuchach póki co jest dobrze, całość brzmi świeżo i na pewno lepiej niż album z drugiej edycji. Ciężko wybrać najlepszy track. Osobiście wiąże największe nadzieje z Kubą Knapem i wieżę że  polska rap gra wkrótce będzie musiała się liczyć z tym typem.  Choć 2sty od dawna intryguje  i słychać że ma ciekawy pomysł na rap. Ale czas „rozliczeń” dopiero nadejdzie.

Prywatny TOP5 Młodych wilków Popkillera: Kękę, Bisz, LJ Karwel, Medium i tegoroczny Kuba Knap

Krzywa kroopa




 

środa, 26 lutego 2014

Team spirit...... recenzja Rasmentalism- "Za młodzi na Heroda"



„Kto to jest ku..a Herod?”- zszokował jeden z komentarzy. Rozumiem, że obecny system edukacji jest na niskim poziomie ale postać Heroda obca nikomu być nie powinna. Więc cytujący internetową Encyklopedię PWN: „Herod I Wielki, ur. ok. 73 r. p.n.e., zm. 4 r. p.n.e., król Judei od 37 r., mianowany przez Rzym; dziad Heroda Agrypy I; rządził despotycznie; wzniósł liczne budowle; promował hellenizm; jako stronnik Rzymu i protektor kultu pogańskiego znienawidzony przez znaczną część Żydów; skazał na śmierć m.in. swoją żonę i 3 synów, oskarżonych o spiski; wg Ewangelii Mateusza w związku z narodzeniem Jezusa był winien tzw. rzezi niewiniątek”. Jak Herod, również obce nie powinny być postacie grupy Rasmmentalism, przynajmniej słuchaczom polskiego rapu. I wierzę, że tak jest. Choć przez pewien czas było o nich cicho, a przy natłoku wielu wydawnictw ciężko było się wychylić. Ale płytę a statusie- klasyk , ciężko nie zauważyć.
            Według obiegowej opinii Herod nigdy nie był młody. Dla starożytnych Greków starość była przekleństwem Bogów, dla Rzymian przepustką do zwiększonej władzy w rodzie. Swoją drogą gerontokracja nie raz wyłaniała się z tekstów polskich raperów. W starożytności przeciętna długość życia była zdecydowanie krótsza od obecnej. Nie trudno więc było zostać starcem nie dożywając młodych lat. Było to kupę czasy temu, dzisiaj starości boi się niemal każdy. Botoks izoluje coraz więcej niewiast w coraz młodszym wieku, a i typy po 50-tce łatają łyse placki tym co nie dawno podcierali papierem. Podobno Polska jest krajem gdzie starość fizyczna i mentalna dopada ludzi dużo wcześniej niż na zachodzie. I daruje sobie socjologiczne wywody typu: spadkobierstwo epoki PRL-u, lipny klimat i przekazywane z mlekiem matki wrodzone cechy Polaków. Wielu polskich MC brzmią jakby mieli już pięć dych na karku, fakt psioczenie czy filozofia rodem wzięta z tanich filmów dobrze nam wychodzi. I gdybym mógł usunąć największe bolączki rodzimych raperów to obok obłudy, populizmu, fikcji w tekstach, taniej lanserki, usunąłbym w cholerę ten cały wychowawczy bełkot dwudziestoparolatków.
            Tendencje wychowawczo- filozoficzne winy błyszczeć z królewskiego berła. Ba! Wszak królom wypada lud mądrościom raczyć. I choć to „tylko” i aż okłada płyty to korony na głowach jakby pasowały. Można by napisać że wręcz na ulał. Choć przyznawać tron debiutantom mogło by być zaskakujące. Ale z tym debiutem to ta farbowana lipa jak z formą polskich piłkarzy: „Wiesz, że chuja potrafią i cię męczy żal”, choć akurat ten cytat tyczył się innego zagadnienia. Wracając do statusu debiutantów, w ostatnim czasie sporo się ich uzbierało. Spora z nich jak najbardziej udana: Kękę bądź Wuzet. Część rzadko przypomina o sobie gdy podchodzę do półki by wybrać CD do osłuchu. Z debiutantami jest jak z używanymi samochodami. Już po pewnym przebiegu, często wyklepane, z cofniętym licznikiem, takie blaszane pudełko czekoladek, podobno nigdy nie wiesz na co trafisz. Co raz mniej raperów którzy przed debiutem słuchaczy raczyli projektami undergroundowymi, głośnymi featami. Taka sytuacja, takie czasy…
            Z EP-ki z 2011 roku pozostał niedosyt, wcześniejsze nielegale narobiły apetytu. Wspólny projekt z W.E.N.Ą. długo bujaj się po głowie. Niby było to niedawno, ale miałem wrażenie że Rasmentalism odpuścili sobie wejście na mainstream. Nowe czasy, inne podejście do rapy gry panujące na scenie. Wyglądało na to, że Ras w spółce z Mentem  ze swoją koncepcją rapu nie widzą już dla siebie miejsca w tej zabawie. Jednak jak w przypadku debiutanta z Prosto Lebel, debiut przypadł we właściwym momencie. Z premedytacją powtórzę się, wszystko w życiu wymaga odpowiedniego czasu. Tym co do Herodów daleko, podziemie jawi się jako strata czasu. Hajsu brak a i fame mały. To co było przez długie lata próbą ognia dla raperów dziś powoli zanika. Tak „Nowa epoka” Paluch się kłania.
            Słuchając „Za młodych na Heroda” czuje się przysłowiowe „5 minut”. Jak sami przyznali, pełno prawny legal powstał w wielugodzinnych sesjach nagraniowych, luźnej atmosferze i w pełnym luzie. Co ważne, to naprawdę bije z głośników! Duże zainteresowanie powstałe po wypuszczeniu „Dużych rzeczy” czy też „Hotelu Trzygwiazdkowego” nieco minęło. Mimo tego, wielkiej pompy promocyjnej przed wydaniem nowego krążka nie było. Wreszcie marketing i wszelkie haczyki promocyjne poszły się bujać. I w tym dosyć nudnym okresie na rynku wydawniczym Ras z Mentem zgarnęli wisienkę z tortu…
            Klasyczny duet raper-producent to już podobno relikt dawnej epoki. Nostalgia do takich ekip jak Gang Starr czy Erc B.& Rakim aż wylewa się z dziesiątek przypadkowych płyt. Przypadkowych bo rzadko można natknąć się na dobrze zgranego rapera z producentem. Niby dobór kilku producentów daje możliwość zbudowania zróżnicowanego krążka. Druga strona medalu takiej zabawy to częsty brak spójności. Wiele wydanych w ostatnich miesiącach czy nawet latach krążków brzmiała jakby MC i producent szli w zupełnie innym kierunku. Takie New York Knicks w wersji hip-hop. Team spirit rodem z San Antonio Spurs z czasów wielkiego Tim Duncana bijąca z „Herodów” koi w oczy niemal całej czołówce Anno domini 2013.  Chemia? Nie to raczej pasuje do relacji damsko-męskich. Rasmentalism dokonali niemałej sztuki. Udało im się stworzyć klimat który słuchacza nie zamęczy a porwie w ich własny świat. Bez przekombinowanych koncepcji, sztucznych tworów czy żywcem skopiowanych, sprawdzonych schematów nagrali album który niespodziewanie przebił konkurencję.
            Błyszczące złoto z okładki (propsy Fiorin kolejny raz) niektórych może razić, dla innych będzie adekwatnym uzupełnieniem do rozpoczynającej albumu „Dobrej muzyki. Gospelowski beat i jakby dłonie same klaskały. Intro wreszcie trafne, Ras dotrzymuje kroku Mentowi  a i Nordic walking w kilku linijkach okazał nagą prawdę o polskim rapie. Pod względem brzmienia po pierwszym tracku można spodziewać się klasycznych zajawek na trueschoolowych beatach. Zresztą….  singlowe „Niebomby” gdzie Małpa w niczym nie ustępuje gospodarzom revolty nie przyniosły. Brzmiący nieco jak przedłużenie Introtracka numer od razu pokazuje progres Rasa. I choć nawijakowy skok do przodu rapera z Zamościa słychać na samym początku albumu to im dalej tym jeszcze lepiej. Koci track- „9 żyć”, a mój osobisty faworyt za sprawą świetnego refrenu z beatem lekko chilloutowym i niosącym skojarzenia … z Jamesem Bondem (nie mam pojęcia dlaczego) brzmi jak tiki-taka Barcelony z taką różnicą że: „Sukces nie wchodzi w grę jak Fabiański w Premiership”. Rymów fajerweki na najwyższym poziomie na „Herodach” zaczyna track o numerze-4 i nie są to rymy pojedyncze do czego przyzwyczaiła nas rodzima scena. O ile gościny feat od Spinache brzmi jak zwrotka etatowego MC grupy Rasmentalism to wokal Menta z błyskotliwymi wersami stworzyły jeden z ciekawszych numerów nie tylko na tym albumie ale i 2013 roku.  Zaskoczeniem jest na pewno flow „Mentosa”, które brzmi bardziej świeżo niż połowa mainstreamu.
            Czkawki przekombinowanej koncepcji na „Za młodych na Heroda” nie doświadczymy. Jakoś już nie potrafię słuchać płyt gdzie flow snuje się tak leniwie, że depta swą ślinę. Z drugiej strony albumy gdzie MC nawijką biegnie jakby się gdzieś paliło też potrafią zamęczyć na Amen. Soulowe „Raz i dwa” czy „S.O.S Skit” w tekstach dalekie od taniego populizmu, martyrologii ulicznej, Ras brzmi tak przekonywująco, że wierzymy mu że raper na płycie może być takim sam w życiu. Rap lustro, a nie alter ego niemające nic wspólnego z rzeczywistością. 
            Gościna zwrotka od VNM-a nie zmieściłaby się na „Propejnie” ale nie zmniejszyła potencjału „Stu”. Głosy Rasa i reprezentanta Elbląga nie gryzą się ze sobą. Przeciwnie, flow obu typów świetnie się nawzajem uzupełniają. 300-stu Spartan w liczbie „Stu” to niebanalne podejście do kawałków typu „represent”, gdzie wreszcie nie mamy cypher pełnych kilku identycznych raperów brzmiący jakby razem pisali swe linijki lub wspólnie ściągali od prekursorów gatunku. Znowu refren szybko wpadający w głowę, znowu wersy zgodne i nie brudzące kawałka, nawijka z pazurem, duże ego jak na króli przystało: „Niech żyje wiecznie martwy król, bo żywi nigdy nie będą lepsi”– tak, wszystko się zgadza. Bardziej nieprzewidywalny Perwoll Vanish gdzie tekst schodzi na dalszy plan  a skillsy Rasa są jak berło królewskie. Balansowanie flow niczym TGV a nawijka która miała być z definicji o niczym niesie ze sobą więcej niż połowa dyskografii wielu dinozaurów naszej sceny.
            O każdym tracku z tego krążka mógłbym poświęcić parę zdań. A i tak bym pominął masę kwestii. Mógłbym zacytować kilka linijek choć pominął bym te błyskotliwe. W ten o to sposób podejście do „Butów z betonu” powoduje zgrzyt klawiatury. Klimatyczna produkcja zwrotki z jednej strony palcem pisane po niebie i z dziecięcą naiwnością skamlące o inne obrazki zza oknem: „Miewam sny, nie chcę bez przerwy ich śnić. Przerost ambicji ściągnął mi karetki pod drzwi”, pracy jedynie w weekendy, miłości bez skazy, a z drugiej nie karmiące nas pretensjonalnym Slumdogiem w polskich realiach. Utrzymany w podobnej tematyce- „Umarł król, niech żyje król”, gdzie refren znowu daje drugi oddech i możliwość do podbicia ciężaru emocji.
            Gdyby nie dziesiątki godzin spędzonych z moją dziewczyną na zakupach w galeriach handlowych, na jej zakupach bo to gruba różnica, czaje różnice między markami. Nie chce dopisywać wybujałej nadinterpretacji refrenu w „Nowym kinie”, zwrotki wystarczą. „Twoi kumple są gorsi, ich marzenia są z Polski. Nie ruszają dupy, widzą życie w slow motion. Są prości, chcą forsy”- wypisz, wymaluj: Polska rap gra! „Drogowskazy”- mają najbardziej wybijający się beat. Świeżość tak powiewa, że gdyby nie „polish” linijki pewnie podpiłobym tą produkcję pod najmocniejsze longplaye mainstreamu amerykańskiego. Metafor i followup`ów popis po raz kolejny: „Wiem, że to moja ostatnia szansa na życie po śmierci - B.I.G.” Pewnie Ras uraczył by nas jeszcze większą ilością głębszych przemyśleń, zresztą sam się do tego przyznał: „Dałbym więcej metafor, ale minie wiek nim pojmą”. Techniczny majstersztyk, może nie do końca. Może niektórych taki tag pod kawałkiem „Off” by rozbawił. Ras jednak robi co chce w tym numerze. Ma przyspieszenia, świeżo brzmi, buja jak chce i kiedy chce, rymami bawi się i wychodzi mu bardzo zręcznie. Kolejny kawałek gdzie nie ma się do czego przyczepić. Nuda? Oby taka nuda panowała na wszystkich polskich albumach. 
Lęki z „Ładnego życia” stanowiące outro krążka brzmi jak zachód słońca. Kaca nieudanych linijek brak, są za to dojrzałe refleksje. Pewna niepewność brzmiąca w głosie Rasa, po raz pierwszy na albumie, a zarazem po raz ostatni. Przez około 45 minut Rasmentalism powiedzieli dużo więcej o naszej, rodzimej scenie niż wielu raperów od dekady próbuje powiedzieć. Bez obłudy, kolorowania rzeczywistości: „Ci sami ludzie, trochę inne sceny. Ci sami ludzie, trochę inne ściemy”. Spokojny beat jakby dodawał jeszcze domieszki napięcia. Czy to strach przed prawdziwą twarzą mainstreamu, czy przed drogami wodzonymi na pokuszenie? „Też mi trochę łatwiej, jak nie dzieli nas nic. Kiedy łączą nas frustracje, nie dzieli nas zysk. Kiedy wszystko się zmieni, będziecie chcieli tu być. Ale czy będę chciał was znać”- nie da się ukryć. Rzeka została przekroczona. Legalny raper i legalny producent a ostatni dzwonek już padł: „A jak zmienią nam zasady, i sprawdzą nas. Czy będziemy wiedzieć jak w to grać? ...”
Wracałem do tego krążka wielokrotne. Zanosi się na to że przez długie miesiące wracać ciągle będę.  Za każdym razem czuje się jakby słuchał nowy materiał, Ras ciągle brzmi świeżo, Ment ciągle zaskakuje beatami, klimat wciąż wciąga. Rasmentalism wjechali z impetem na mainstremową scenę. Przypisana debiutantom świeżość  żaden z gości nie zbrudził, V ciekawie uzupełnił „Stu”, gdzie obaj stoją „twardo na ziemi, głowy wysoko nad ostatnie piętro”.  Eldoka  wbił się w beat, flow Spinache jest fresk. Oprócz tego typ dał ciekawą zwrotkę dodatkowo udanie wpinając się w refren, a Małpa jak już wcześniej pisałem brzmi jakby sam był gospodarzem kawałka. Rap Rasa oprócz wspominanej świeżości wolny jest od wszelkich nieczystości, nieudanych przyspieszeń, brzmiący bardzo przekonywujący. Czyste flow nie przynudza, zwrotki podkręcają tempo, ciekawe metafory który można przytaczać w dziesiątkach, hashtagi wreszcie użyte z pomysłem i trafione w dziesiątkę. Życiówka Rasa nie ogranicza się do technicznych popisów. Dojrzały raper który nie boi się przyznać do dziecinnych pragnień wręcz naiwności. Doświadczenia ciężkiej drogi nie brzmią jak męka umierającego pielgrzyma i jest daleka od płaczliwych historii czy groteskowych wersów, patrz- „Buty z betonu” a`la Touch the sky. Mimo wszystko nie ma zwrotek oderwanych od rzeczywistości. Przeciwnie, co chociażby „Umarł król, niech żyje król” okraszony mroźnym realizmem potwierdza. Nie jest to album z bującym w obłokach MC czy też w bity w szarość krawężnika liryczny story-rap. Nieco więcej o samym Rasie i życiu na wschodzie można odczytać z poszczególnych zwrotek. Wersy o branży nie tyczą się lizania tyłka przeciętnych raperów i brudzenia we własnym ogródku.
Jeśli miałbym się na siłę czepiać tego krążka to jedynie że trwa zbyt krótko. Kilka numerów brzmi jakby były urwane w szczytowym momencie, jak chociażby w „9 życiach”. Dziwię się też że W.E.N.A. nie zagościł na „Za młodych na Heroda”. Pod względem brzmienia, klimat ma oryginalny smak przez co czkawka nikomu nie grozi. Obok So`Drumatic Ment stał się MVP wśród rodzimych producentów. Gdyby nie jego podobizna na okładce pomyślałbym że się przefarbował na czarno bądź spalił cały Zamojski asfalt. DJ Tort trzyma wszystko w ryzach i idealnie dawkuje dźwięki, wie kiedy przyspieszyć i kiedy zwolnić i dać się porwać beatom.
Etykiety za najlepszy debiut „Herodom” nie przyznam, zbyt wiele by dostali. Uznajmy, że wcześniejsze wydawnictwa gdzieś zmazały białą plamę dziewictwa muzycznego. Nie przegapili swego debiutu, prowokując okładką pokazali że zasługują na korony które widnieją nad ich głowami. Fame się zgadza, a hype to coś więcej niż angielskie słowo. Reasumując: „Za młodzi na Heroda” to krążek gdzie wszystko się zgadza ze sobą. Słychać luz w nagrywaniu, team spirit a pierścienie mistrzowskie nie wadzą. I Ras i Ment zasłużyli na debiut co udowodnili: „Rasmentalism nie daje plamy. Producent – MC Perwoll – Vanish”. Klasyk przez duże K w czystej postaci bez grama ściemy!

Ocena 10/10
 Krzywa krooopa