Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prosto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prosto. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Rentgen vol. 1..... czyli wywiad z Ńemym

W tekście o najbardziej niedocenionych raperach na naszej scenie był jednym z pierwszych wyborów. Napisać, że reprezentant Sierpca to nietuzinkowa postać to jak odkryć, że Ekstraklasie daleko do poziomu Bundesligi. W natłoku premier być może niektórym umknęła premiera debiutanckiego „Ń”- duży błąd. Dla osób głodnych świeżego rapu to pozycja obowiązkowa. A co sam zainteresowany ma do powiedzenia? Zapraszam do rozmowy z Ńemy`m. 
(zachowano oryginalną pisownie)  
Krzywa Krooopa: Legalny debiut w postaci „Ń” to już historia. Słuchając tego materiału miałem wrażenie, że dostaję płytę od faceta, który swoim myśleniem o muzyce wychodzi daleko poza rap.
Ńemy: Rzeczywiście, od premiery minęło już pół roku, ale sądzę, że „Ń” nadal kryje niewykorzystany potencjał. Może przypomnę jeszcze słuchaczom o tym materiale, jednak teraz pracuję już nad następnym. Chyba czas na podsumowania i weryfikację dotychczasowych wyborów. Wykraczam poza rap, bo nazwałbym się raczej artystą crossoveru, niż po prostu - hip-hopowcem…

K: „Ń” jawi mi się również jako materiał, w którym hamujesz się by nie dać na „dzień dobry” pełnej dawki siebie. A Ty jak to widzisz?
Ń: Jedyne przed czym się hamowałem, to bylejakość. Płyta jest zwieńczeniem tego, co oferuję w danym momencie swojego rozwoju. Chciałem, żeby była jak najlepsza i dałem z siebie wszystko. Jasne, teraz zrobię to lepiej – nie umniejszając takim numerom jak „Sick Pro”, czy „Żyć wietrznie” etc.

K: Myślisz, że przeciętny słuchacz polskiego rapu jest gotowy na rap oderwany od przetartych ścieżek, sprawdzonych patentów, po prostu - nowatorski?
Ń: Zależy co rozumiesz w kontekście „przeciętności” słuchacza? Dla mnie to ktoś nie poszukujący. Konsumujący wyłącznie to, co dotrze do niego najbardziej popularnym, lub przypadkowym kanałem. Niestety, takie rzeczy rzadko okazują się naprawdę wartościowe. Myślę, że media zatraciły rolę trend setera. Chcą dogadzać odbiorcy idąc po najmniejszej linii oporu. Oczywiście, chciałbym się mylić i kiedyś móc powiedzieć, że zgromadziłem setki tysięcy fanów nie naginając swojej estetyki. #c.r.e.a.m.

K: Wystarczy przesłuchać kilka Twoich kawałków by zauważyć, że w swoich tekstach sięgasz po różnorakie inspiracje. Masz jakieś granicę w tworzeniu? Coś czego nie poruszyłbyś w swoich wersach lub gatunków muzycznych z którymi nie wszedłbyś w „romans”?
Ń: Szeroko pojęta muzyka biesiadna nie leży w kręgu moich zainteresowań (śmiech). Jest dużo złego hip-hopu, złego popu, złego rocka ale i dużo dobrych kapel. Lubię oryginalne postaci, które zarówno w tekstach, jak i muzyce pokazują mi świat z zupełnie nowej perspektywy – nie boją się być unikalni.

K: Od debiutu „Ń” minęło kilka miesięcy. Pracujesz już nad nowym materiałem. Czego można się spodziewać po Twoim drugim LP? –
Ń: Tak pracuję, ale nie chcę zdradzać za dużo. Spodziewać się można czegoś lepszego niż na „Ń” póki co.

K: I na koniec psychologiczna rozkminka. Gdybyś miał dokonać autocharakterystyki to w pierwszej kolejności nawał byś się producentem, raperem?
Ń: Jeśli mam generalizować, to artystą, po prostu. Dzięki za wywiad, pozdrawiam! 
 

Krzywa Krooopa
Pozdro 
  

środa, 25 marca 2015

„Parszywa siódemka”.... czyli najbardziej niedocenieni raperzy w Polsce vol.1


Długo nie mogłem strawić niszowej pozycji kilku ekip jak choćby Dwa Sławy bądź Rasmentalism. W zasadzie rap gra jest jak korporacja z logiem koniczynki- hierarchia z dupy wzięta. Popularność nie ma nic wspólnego ze skillsami- banał. Ale jeszcze większym banałem jest podochodzeniu do polskiego rapu jak do jednej, wielkiej kserokopiarki gdzie opcje kopiuj/wklej są popularne jak żubr w puszczy i na tyłach osiedlowych sklepów. Scena jak niemal wszystko w życiu (jeszcze większy banał) ma swoje słabe i mocne strony. Także graczy które ciągną tą kulturę za ucho do przodu i tych którzy obniżają rangę. Ale dziś o tych którzy na majku zostawiają siebie, pasję, zdrowie, a zasłużonego fame`u.... no właśnie.

Jeżozwierz- Oj Jeżu, Jeżu, Panie Jeżu. Po „Panu Kolczastym” liczyłem, że brama do Ekstraklasy została właśnie „wyjebana w kosmos”. Kosmosu nie ma, za to jest brud, bezkompromisowa nawijka, charakterystyczne flow, stylówką którą można by obdarzyć gromadkę raperów z pewnej dużej wytwórni. Stołeczny MC chyba już na stałe wdarł się do annałów undergroundu. Co prawda, nie wróże Jeżowi rychłego końca kariery. Sam liczę na nowe projekty lecz Jeżozwierz to taki typ co nigdy brokatem błyszczeć nie będzie i nigdy mainstream go nie porwie. Na szczęście.

Wyga- W moim prywatnym TOP10 krajowych nawijaczy zakotwiczył na stałe ostatnią solówką. Trochę czasu minęło, nowy album w nowej wytwórni, z lepszą promocją może zaowocować zasłużonym, większym zainteresowaniem. No właśnie, jedynie może. Wyga jak sama ksywka wskazuje to taki zawodnik który potrafi skraść kawałek niemal każdemu na scenie, subtelnie z wrodzoną zadziornością potrafi bawić się bitem, przyspieszać jak bolid F1 lub zwalniać nie tracąc na mocy. Brak słabych stron więc skąd ta niska popularność?

Ńemy- Niedawno Kękę na FB napisał o reprezentancie Sierpca: „Wydaję mi się że ten gość jest artystą. Ja jestem raperem On jest artystą”. Z Ńemy`m jest jak niemal z każdym pionierem. Nie doceniony w czasach gdy tworzył by odkryć ścieżki dla innych, którzy pod cudzym sztandarem zbiorą plony. No cóż, life is bitch. Ale to za mało, producent niebywale zdolny choć z newschoolem za pan brat to klasyka tętni w żyłach. Ale nie o beatmakerach mowa tutaj. Techniczny kot, zdolny tekściarz, szybko wkręcający się do głowy. Debiutanckie „Ń” to solidna wizytówka najmocniejszych stron Marcina Niemczyka, ale nie pokazująca w pełni potencjału. W moim odczuciu, kompletnie niedoceniony materiał jak i jego autor. Shame on Nigga...

Flint- Sam nie wiem co sprawiło, że Flint nie jest jedną z najbardziej gorących ksywek. Ksywek która by rozgrzewała klawisze hejterów i zbierała zasłużone propsy u ogarniętych fanów. Rymów przesyt- zgadza się, ucho do bitów- z tym to nie zawsze bywało dobrze, ale ostatnio jest się czym jarać, flow agresywnie zwracające uwagę słuchacza, talent do pisania, czego chcieć więcej? Jako Czarny Charakter przekonywał, że jest kompletny już jako Zła Sława groził, że woli rozwalić się furą niż przeżyć klapę z nowym albumem. Pewności siebie i wyrazistości reprezentantowi Koka Beats odmówić nie można, skillsów tym bardziej.

Laikkie1- Jeden z najbardziej hejtowanych raperów znad Wisły. Jeden z niewielu graczy który w tej kulturze nie uznaje wszelkich przejawów konformizmu i kolesiostwa. Lirycznie- kot, swymi wersami potrafi obnażyć słabość polskiego rapu. Flow może i nieczystością często afirmowane ale swą techniką raper z Bogatyni wszystko nadrabia.

Sarius- Widzę w nim czołowego rapera najbliżej dekady. Kogoś kto porwie tłum. Choć obecnie, ten młody, zdolny raper z Częstochowy jest raczej pozycją znaną wytrawnym znawcą gatunku, a masy w sporym odsetku nie skumały fenomenu tego gracza. O ile pierwszy legal był spokojnym wejściem na scenę to drugim krążkiem Sarius wyraźnie wskazuje co znaczy nowa szkoła rapu.

Vixen – Ostatni krążek to jedno z największych zaskoczeń polskiego rapu. Były już reprezentant RPS Enterteyment puścił lejce, bardziej szalony niż spokojny, jak drink Jamesa Bonda wstrząśnięty niezmieszany. Na swych bitach groźny jak Luis Suarez w polu karnym. Rzuca metaforami bez kontroli, a swym flow udowadnia, że może nawinąć pod niemal wszystko. Talent do budowania intrygujących wizji, plastycznych obrazów może zagwarantować palę pierwszeństwa wśród rodzimych wizjonerów.


Pozdro
Krzywa Krooopa

niedziela, 22 marca 2015

„Rap dla 30-latków”.... czyli recenzja Kękę- „Nowe Rzeczy”

Już na samej okładce debiutanckiego LP można było poznać czym są owe, tytułowe „Takie rzeczy”. Bliźniaczo podobny front drugiego legala mógłby zwiastować kontynuację obranej ścieżki. Niektóre rzeczy pozostały: charyzma, unikalny styl, bezkompromisowa nawijka, kipiące z głośników emocje. Coś jednak się zmieniło, po ponad roku od debiutu raper z Radomia powraca. Dojrzalszy, z bardziej dopracowanym materiałem ale nie zepsuty mainstreamem. 
 
Ta analogia ma pewien smaczek. Miejsce winyla zajął najwierniejszy kompan ostatnich miesięcy- majk, zamiast róży serce zagościło, kieliszki zamieniły się biegunem, a i zwinięta kolęda martwych ziomków jest wymowna. Nawet jeśli ta symbolika jest nad wyraz to zmiany u rapera z Radomia słyszane są aż nadto. Przy takim materiale jak „Takie rzeczy” nie dało się przejść obojętnie. Rzecz to charakterystyczna i mocno wyróżniająca się na tle krajowej przeciętności, czego dowodem jest pokrycie złotem. Szybki fame, fala propsów, jak sam przyznał w luźnym traku po premierze pierwszego albumu, wejście na szerokie wody przewróciło życie. Można by się obawiać o formę, bo nie jednej udane wejście zgubiło. Można by się obawiać ale nie w przypadku Kękiego. Po ponad roku, „Nowe rzeczy” przed premierą doczekały się statusu jednej z najbardziej oczekiwanych płyt tego roku, ba nawet kandydata do płyty roku.
Jednej rzeczy oczekiwałem po tym albumie- uwolnienia się od nierozłącznego elementu który towarzyszył na poprzednim albumie- surowości, jakby materiał był nagrywany „za pięć 12-sta”. O ile szorstkie, brudne i nie zawsze czyste flow miało swój unikalny wydźwięk dający wrażeniem żywcem wyrwanego z undergroundu świeżego kota to pośpiech w pisaniu linijek był wyraźnie odnotowany- prawo debiutanta. Już jako zawodnik z określoną pozycją i rzeszą fanów reprezentant Radomia pokazuje, że odrobił lekcję. Nie słychać pośpiechu, wersy są traktowane z rozwagą i wyczuciem. Gdy bit ponagla przyspieszenia wypadają na szkolną „szóstkę”, gdy potrzeba zwolnić forma również się zgadza. Zresztą, ucho do bitów Kękiego nie jest żadną nowością, jak mało kto na naszej scenie reprezentant Prosto potrafi wyciągnąć maksimum z produkcji. Wszelkie dopieszczanie słów, trafne akcentowanie, balansowanie tempa lub nonszalanckie wyrzucanie linijek jak w „W dół kieliszki” pokazują, że syndrom drugiej płyty nie dosięgnął autora „Takich Rzeczy”. Dodając do tego nienaganną formę flow i patent na czerpanie z prostoty tego co najlepsze dostajemy rapera bez spiny, ogarniętego i wiedzącego co chce zrobić z kawałkiem.
Wracając do kwestii prostoty, nie da się ukryć, że w tym rapie jest ona wpisana w DNA. I w żadnym wypadku nie stanowi ona o słabości tej płyty. Często padająca w opiniach teza o braku rymów nijak się ma gdy gospodarz sięga po takie perełki: „Historia uczy na faktach czystych bez polityki. Fakty takie, że od dawna chcą nas ciągle zawłaszczać. Myślę o tym na przykład stawiając znów polskie znaki. Jak ja bardzo się cieszę, że to nie jest grażdanka. Patrz na orła w koronie, mógł być cały czerwony. Jakby w połowie napełnił się krwią traconą przez naszych. Ciągle biały i dumny niech mocniej wbija te szpony. W kościach czuje zapewne niedługo znowu się zgłoszą!”. Słowo perełka nieco gryzie się ze spectrum tego krążka. To właśnie percepcja dojrzałego patrioty stanowi credo „Nowych Rzeczy”. Obyło się bez łatwo nośnych wersów a`la populus, to nie rap na wiec wyborczy, poglądy mocno osobiste, napiętnowane prywatnymi wnioskami i doświadczeniami ale i podparte sprawnym piórem. Rzecz która cieszy, Kęki nie ma ambicji do uprawiania polityki: „Z imieniem Polski umrzeć, swoją śmiercią ją uświęcić. Jestem gotowy na to, moment kiedy wznoszę hasło. Setki gardeł razem ze mną rzuca swą codzienność na bok”. Sporo w tym emocji ale i dojrzałości oddalonej od ułańskiej mitomanii: „Masz na sercu los ojczyzny no to oddaj głos. Takiego wała! Robię swoje, se nie pozwalaj. Politykuj, a ja pisze wersy, trzymam się z dala. Paru myśli coś o ludziach, reszta raczej nie. Twoja partia, banda chuja i ta druga też. Nie ma gadki, na fejsie lajki posty za hajsy. Drobne przysługi, brudne łapy. Oni grają ty tańczysz. Podziękuję, co ja niby z tobą mam. Wyjebane mam na ruskich, to mi mówisz brat”.
Wysoka forma liryczna sięga dużo dalej. Równie dobrze wypadają luźne wersy, gdzie momentami można uleć wrażeniu, że rapuje zupełnie nowy Kękę: „Alkoholicy, bracia, kurwa, chceta to se pijta. Chceta to wracajta rano, czwarta, kierma pusta. Zima, minus, bary, burdy, długi, kurwy, bordo buzia. Zgubione ciuchy, obrzygane buty. Masz numer od tej grubej? Te, alvaro, jesteś ósmy. YOLO, mordeczko, YOLO, życze Ci dużo szczęścia. Byłem poza kontrolo, powodzenia na zakrętach. Czy będę mówił: życie to jest sukinsyn. Gram dla normalnych ludzi, wzloty, doły - cały Kiki”. Zwolnienie tempa także owocuje w dobre linijki: „Mam dosadność, lapidarność, styl ma trafiać zawsze w punkt. Setki książek, lata z alko, studia, meliny, radość, ból. Zapierdalania czasy, odpierdalania czasy. Dzieciństwo z rodzicami, dzieciństwo obok mamy. Ojcostwo na doskoku, ojcostwo z walką o nie. Koleżków mnóstwo z bloków, tylko ja i moje paranoje. Lata samotne, gorzkie noce, mocne przygody, setki wrażeń. Dziś tylko z tobą kotek - deklaruje facet. Każde słowo waży, każde z tych wszystkich haseł. Nie miewam pustych wersów, wiem co robię i wiem co jadę”. I choć forma nawet na moment nie ucieka.
Przyznam, że nie byłem do końca przekonany singlami, a w zasadzie pracą producentów. Na szczęście album zweryfikował obawy. Przeciętny, wręcz dedykowany blokowiskom bit z „Pamięć Zostaje zostaje” już nie bije tak po uszach, chilloutowe „Fajnie”, stadionowy „Młody Polak” z funkującą perkusją, przywołujące skojarzenia z Kendrickowym, nie tylko za sprawą wersów bangerem „W dól kieliszki”, bądź żywiołowe „Zmysły”. Nadające się na soundtrack dla gangsterskich klasyków (gangsterka a`la Praga) dźwięki z „Niezrzeszony” lub singlowe „Wyjebane (Tak mocno)”, było na czym się oprzeć i na czym nawinąć. Osobiście preferuje wolniejsze momenty „Nowych Rzeczy”, gdzie wcześniej wspominane ucho do bitów wychodzi na jaw.
Zanim sprawdziłem cały album wierzyłem, że słowo „sztos” stanie się product placement tej recenzji. Z premedytacją używam go na końcu by nie straciło na mocy. Drugi album to zdecydowanie level up pod każdym względem. Znów bez gości i tak jak na debiutanckim albumie silna i barwna osobowość gospodarza potwierdziła banalną prawdę, że dobre wersy same się obronią. Siłą rapu reprezentanta Radomia nadal jest „swojskość”, której nie zaszkodziły dojrzalsze wersy. Brudne flow, które dzięki swojej określonej specyfiki nigdy nie będzie perfekt traktuje jako wartość dodatnią tego krążka. Jest klimatycznie gdy bit do tego skłania, jest z pompą gdy basy tego wymagają i co najważniejsze są emocje.
W zasadzie jest to album wolny od słabych stron. Być może znajdą się niezadowoleni którym będzie brakować taki bangerów jak „Zostaję” z pierwszego LP. A tendencja do rzucania bez zahamowań wersów kosztem dykcji nigdy nie przekona szerokich mas. W tym rzecz, choć „Nowe Rzeczy” mają w sobie bakcyl uniwersalizmu lecz w głównej mierze to album dla słuchacza dojrzałego, będącego w podobnym etapie życia co gospodarz tego albumu. Podobnie jak debiutancka płyta tak i złoto dla drugiego krążka to jedynie kwestia czasu. W pełni zasłużenie, sztos to za mało. Czapki z głów Panie Piotrze!



Ocena: 9/10
Krzywa Krooopa
Pozdro
 
 

wtorek, 23 września 2014

Ńowy styl.... czyli recenzja Ńemy- Ń

Krajowy rap uważam za konserwatywne środowisko. I nie mam na myśli kwestii światopoglądowych. W prawdzie w podejściu do muzyki, swoistego ciemnogrodu na pierwszych rzut oka w zasadzie nie ma, świeże trendy jak trap, czy też wszelkie elektroniczne nowinki goszczą na krajowych produkcjach lecz sprawdzoną metodą jest trueschoolowe brzmienie. Nieco przykurzonemu rapowi w Polskim wydaniu brakuje świeżego spojrzenia na muzykę. Kogoś kto nie brnie na ślepo przez wydeptane ścieżki czy też chwilową modę. Kogoś kto będzie dla rodzimego rapu kimś takim jak dla brit rocka była grupa Radiohead. Album „Ń” sprawił, że Ńemy może stać się polskim Thom`em Yorke.
Ze świecą szukać takiego drugiego typa jak Ńemy. Muzyk z krwi i kości. Choć dysponuje statusem debiutanta to z rapowym rzemiosłem ma do czynienia nie od dziś. MC w 100%, styl który nie podaje się jakiejkolwiek kategoryzacji. Ten styl to- „Ń”, a więc oryginalne flow, teksty wykraczające poza osiedlowe rewiry oraz splot różnych gatunków. Być może nie ma w tym wszystkim bakcyla pioniera, rzeczy które by się nie śniły Polskim hiphopowcom ale Ńemy w swojej do cna wypracowanej stylistce brzmi autentycznie i pewnie. I jako raper i jako producent Ńemy to stylowy gracz, którego sposób na rap być może wyprzedza epokę. I nie wykluczone, że podzieli los L.U.C. (z którym pracował przy „Haelucenogenoklektyzm” oraz „Planeta Luc”) będąc bardziej doceniony w branży muzycznej przez środowisko muzyki alternatywnej, a nie te stricte związane z hip-hopem.
Na debiut Ńemy czekał całkiem sporo. Brak głośnych featów i podziemnych projektów spowodował, że ksywa nie była zbyt popularna. Rok 2012, młody MC z Sierpca wygrywa The Man with the Iron Fists Remix Contest” zorganizowany przez RZA z dobrzej znanej każdemu ekipy Wu-Tang Clan. Zremiksowany kawałek „Built For This” z featami od Method Man, Freddie Gibbs & Streetlife mógł dać „5 minut” i szybkie wejście do mainstremu. Singiel „Sick pro” dający zasłużone propsy, a następnie dłuższa cisza. Kontrakt z Prosto Label przypadł jednak we właściwym momencie. W czasach gdy na krajowej scenie pojawiają się świeże dźwięki, a ich twórcy zostają dobrze przyjęci, patrz- Wuzet. Zdolny producent, intrygujący raper, przynajmniej z teoretycznego punktu widzenia powinien nieźle zamieszać na scenie.
Zgodnie z przewidywaniami pierwszy solowy album Ńemy`ego to materiał w pełni autorski. Tylko jeden gościnny występ rapera, brak cudzych bitów. Od strony muzycznej krążek to spójna koncepcja z dominującym basem i ciężką elektroniką. Świeże bity na wysokim, równym poziomie z wielkomiejskim klimatem. Na „Ń” mamy wachlarz napięcia, spokojne numery jak „Pain”, a na przeciwnym biegunie grube sztosy jak „Tatuuje bity” gdzie ciężkie basy w pełni załatwiają numer. Bity wbijają się z przeciętności, spora gama dźwięków nie powoduje rutyny, a w połączeniu z flow Niemczyka brzmi bardzo stylowo.
Nie tylko produkcje łamią schemat, tekstowo również mamy odwilż na scenie. Liryka Niemczyka wolna jest od łopatologicznych wersów, kręcących się wokół jednej tematyki jak muchy nad gównem. Linijki bogate są w wszelkie środki przekazu, rym za rymem, błyskotliwe metafory, liczne follow up`y, gry językowe, brak bzdurnych haseł, pozerskich mitów oraz liczne anglojęzyczne wstawki, jest w co się wsłuchać: „Marcin, Marcin Niemczyk! Czy ja wyglądam na typa, co crack Ci wręczy? Na typa, co gwałci dziewczyny czy kuśtyka i gardzi dziećmi? Ty, kto powiedział Ci rzeczy takie, niech się leczy, ja pier... Wolę już zrywanie mięśni hakiem, słyszeć jak jęczy Cichop... i hak”. Momentami Ńemy popisuje się wersami z rapowej ekstraklasy: „Za wszystkim tym stoi Richi Rich, Jego stopy liż i milcz. Albo włącz "Life is peachy" i wywołaj dzicz i lincz” innymi sprawnie przemyca emocje: „Sierpeckie niebo dziś pełne gwiazd, może pod nim ze mną będziesz raz. Nie zgub tego w odmęcie miast. Lis nie wiadomo gdzie zawiedzie nas”.
Wszechstronne flow które nie prowadzi po meandrach zyskuje z każdym odsłuchem. Chwilami nieco podobny do swojego była współpracownika- L.U.C., w kawałku „Ń styl” łudząco brzmiący jak AbraDab. Zresztą, sam track jak i bit mógłby nosi tytuł „Rap to nie zabawa 2”. Mimo tych tendencji, Ńemy dysponuje wyrazistym flow o dużym potencjalne. Dzięki temu, „Ń” zyskuje z każdym kolejnym przesłuchaniem.
Jako potencjalny nośnik sztosów „Ń” nie wybija się aż nadto. W prawdzie mamy kawałki które z miejsca na dłużej zapadają w pamięć. „Żyć wietrznie” za sprawą intrygującego klimatu i ciekawych wersów: „Naprawdę chciałbyś żyć wiecznie? Gdy będziesz umierał szepniesz: "Aniele, chwyć, nieś mnie" Żyć wiecznie, być nieśmiertelnym .To jak być więźniem, dla mnie to byłoby zbyt ciężkie”, „Tatuuje bity” gdzie tekst schodzi na drugi plan, „Guzik” z jedynym na płycie featem od Biskupa i kolejnymi błyskotliwymi linijkami oraz bonusowy „S.I.E.R.P.C.” z popularnym w ostatnim okresie motywem folkowym, tym razem jednak osobista nawijka ma wyjątkowy klimat.
Choć w pełni legalny debiut reprezentanta Prosto należy uznać za udany, to błędów jak przystało na „świeżaka” Ńemy się nie ustrzegł. Słabiej wypadają anglojęzyczne kawałki i zwrotki. Chwilami forma bierze górę nad treścią, jak w numerze „Byłaś tą”. Groteskowe lovestory kpiące z radiowej, miłosnej papki gryzie się z całością. „Duchy” w stylu Tau mimo intrygującego tekstu wieją nudą.
Mimo kilku niedociągnięć pierwsze solo MC z Sierpca to udany debiut. „Ń” należy traktować jako konkretyzacje koncepcji rapu Ńemy`ego. Zapewne w pewnym stopniu, ten album jest eksperymentem, są tracki gdzie słychać, że ten styl dopracowaną formą, momentami jednak autor dociera do rewirów gdzie owa koncepcja staję się przerośnięta. Choć flow momentami mocno zbliżone do kilku czołowych ksywek na scenie, to w swojej nawijce Ńemy brzmi oryginalnie i potrafi zaintrygować nurtującymi linijkami. Muzycznie słychać, że Ńemy czerpie inspiracje z wielu gatunków, potrafi balansować dźwiękami i tworzyć klimat. I w tym rzecz, Ńemy wyraźnie pokazuje, że nie jest zamknięty w ramach hip-hopu. Styl „Ń” to jedna z ciekawszych rzeczy jakie pojawiły się w ostatnich latach na scenie i z miejsca dużo bardziej intrygująca niż wałkowany szary Polski mainstreamowy rap.
Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że ten album nie zostanie doceniony przez słuchaczy, natomiast scena zostanie wzbogacona o MC pełną gębą. Newschool w czystej postaci, choć słychać, że o korzeniach hip-hopu ten zdolny człowiek z Sierpca pamięta. Jak niedawno pocisnął Gedz: „Młode Wilki to nie był Draft” i trudno się z nim nie zgodzić. Nie wszyscy sobie poradzili ale niektórzy wzięli swój los we własne ręce i patrząc po przykładzie Ńemy`ego, warto było czekać. 


Ocena: 8/10
krzywa kroopa




środa, 3 września 2014

„Sanktuarium nieświętości” czyli recenzja: Żyto- Wiry

Ostatnio zastanawiałem się nad fenomenem hip-hopu. Kultura która wyrosła w betonowym zakamarku ludzkości, w miejscu „drugiej kategorii”, stworzona przez osoby nie uwzględnione w systemie, dziś jest obecna niemal pod każdą szerokością geograficzną. Wpisana w rap cząstka uniwersalizmu i epidemia globalizacji doprowadziła do obecnego stanu rzeczy. Rap śmiga wszędzie. Od początku swojej przygody z hip-hopem zawsze sięgałem po towar od typów i ekip które sprawiają wrażenie wiarygodnych i autentycznych. Coś jak w kawałku Gang Starr: „It's the, true enliven with a youthful vengeance and I'm a judge rap is your ass give you a crucial sentence”. I choć rok w rok, rap gra wzbogaca się o kolejnych raperów to na palcach jednej ręki można wyliczyć tych którzy budzą zaufanie w swych kawałkach. Choć osobiście styczności z częstochowskim śniegiem nie miałem i reprezentanta Prosto znam jedynie z jego tracków to po przesłuchaniu albumu „Wiry” wiem przynajmniej jedno. Ale o tym pod koniec recenzji...
Jak pisałem w jednej z wcześniejszych recenzji, moda na debiuty trwa. Mainstream rośnie i sam nie wiem czy to dobrze. Możliwość wydania na legalu dostaje liczna grupa, lecz nie wielka część potrafi wykorzystać swoje „5 minut”. Sukces Kękę pokazał, że z legalnym debiutem nie ma co się spieszyć. Czy dla kolegi z wytwórni czas na debiut przypadł we właściwym momencie? Podobieństw szukać nie trzeba, same stają w szeregu. Charyzma, styl, oryginalność, młodym wilkiem też już nie jest. Wiekowo mógłby pełnić rolę starszego brata (choć jest jedynakiem) dla większości debiutantów. Bezczelny, niemoralny, bez ceregieli nawijających... Wypisz, wymaluj powtórka z rozrywki z poprzedniego roku która, notabene odbyła się właśnie w przypadku członka Prosto.
Projekt „Żyto” niewątpliwe narobił niemałego szumu w podziemiu. Z miejsca raper z Częstochowy stał się jedną z bardziej wyrazistych postaci w undergroundzie. Brudna stylistyka, flow zimne, liryka realizmem przesiąknięta. Na „dzień dobry”, po sprawdzeniu Żyta z podziemia miałem deja vu- WWO? Na szczęście nie ma mowy o kserokopii. Żyto to zawodnik z własnym stylem mocno wpisany w nurt uliczny z metką Jasnogórskich krajobrazów. W rap grze zdominowanej przez postacie z dużych miast, głos typa z podwórek i miejsc nie pasujących do obrazka medialnego zawsze ma swój smak- swojski. I być może przez to Żyto przestaje być jedynie raperem z płyty, a staje się typem którego znamy od lat, który przez swoje spostrzeżenia i historię wydaje się być bliski. Głos mas: szczery, wyzbyty złudzeń, goniący za robotą, zmęczony realiami, marzący za Pannami z lepszych sfer, nie skalany populizmem i infantylną wizją świata. Pierwsze wydawnictwo w dyskografii rapera z Częstochowy a stylu więcej niż u 1/4 mainstreamu. A to wszystko jeszcze długo przed wydaniem krążka„Wiry”....
„Wiry” szybko stały się jednym z bardziej oczekiwanych debiutów tego roku. Kontrakt z wytwórnią która ogarnęła już nie jednego kota, dobrze przyjęty album w podziemiu. Po takim zawodniku jak Żyto wymagania automatycznie idą w górę. Puki co tytuł MVP wśród tegorocznych debiutantów piastuje Kuba Kanp, czy Żyto przebije „Podniebnego kota”? Raczej nie ale i tak jest dobrze. „Wiry” to album z dłuższą historią. Krążek którym trzeba przesiąknąć. Muzycznie? Słychać, że pobyt na Wyspach nie był zmarnowanym czasem. Grime zaskakujący z każdym odsłuchem, ostre i chłodem wiejące beaty, dobry balans basu. Dobra robota producentów, a w szczególności Lower Entrance który popisał się świeżym brzmieniem prosto z UK.
Otwierający „Wiry” kawałek „Ładna była” szybko wciąga w świat Częstochowskich rewirów. Dynamiczny beat, ostre flow, soczyste wersy: „Ładna była, ja o bar oparty, jakby to był, kurwa, bilardowy stół. Chciałem jej wbić bile tam, gdzie piękna dupka dzieli się na pół. Kolorów snów my tu nie śpimy”. Mocne wejście w postaci swoistego introtracka, brud, metafory trafione w sedno. Przy ciężkiej elektronice Żyto czuje się jak ryba w wodzie. Z kolejnymi tracki stylówka reprezentanta Prosto brzmi jeszcze bardziej dosadnie. „Droga do raju”z udanym nawiązaniem do poprzedniego projektu, udanymi wersami: „prawdziwy rap bardziej dziwy niż enter, nadal urodziwy bardziej rajd niż Eter” i co najmniej poprawnym refrenem. Jeśli już jestem przy temacie refrenów to akurat jest to słabsza strona tego krążka. Słabe refreny to nie nowość w rapie Częstochowianina, podobnie było na pierwszej płycie. Refreny oparte na prostocie, powtórzenia kilkakrotne muszą (?) prowadzić do zmęczenia. Charakterystyczne flow, wolne, nie bez wad, choć lepsze to niż nieudane próby śpiewania. Tak, Jerzy Sthur jednak się mylił, nie każdy może śpiewać.
Choć jest to krążek o dość spójnej stylistyce to jednak mamy klika momentów zwrotnych. „Moja muzo” z jedną z ciekawszych produkcji na krążku i lżejszym flow, podobną historie mamy w numerze „To prawda”. W tych kawałkach słychać, że Żyto nie czuje się do końca dobrze w takich klimatach, flow jakby nie pasujące do dźwięków i słabości techniczne wychodzące na wierzch. Mocne strony w rapie Żyta podkreślają chociażby „Parmezan”, tytułowe „Wiry” bądź „Ceny”, gdzie połączenie agresywnych dźwięków, soczystego flow i brudnych metafor znakomicie ze sobą współgra. Singlowe „Zrobiłem ją” z błyskotliwym przemiałem tematu branży i relacji damsko-męskich: „Zawsze trzeba jakoś to rozegrać, wiesz ocb jeśli grasz, nie wiesz jak nie grasz czyli nie rzucać się jak gówno w sedesie. Bo wieść się szybko niesie, plotkują nawet kolesie. Dobrze, że w pewnych kręgach mam łatwiej. Wiedzą już, nie zamulam, płynę z wiatrem. Nie przypadkiem jestem tu kontrakt. Kolejny kompakt, od kompa do kąta” oraz „Mały balecik” z udanymi featami prosto z Radomia wyrastają na prywatnych faworytów. Również „Nie psa wina” z ciekawą grą słów z czasem wpada do głowy.
„Spowiedź” z nielegalu miała specyficzny smak. Smak ten nabrał na wartości na leganym debiucie. Co prawda Żyto nie ustrzegł się błędów. Wspominane wcześniej słabe refreny jak chociażby „Całe życie w tarapatach jak góral w Tatrach” w kawałku „Tarapaty” który brzmi słabo. Słabości w flow aż nadto widoczne przy spokojniejszych beatach ale nie na tyle męczące by do nich nie wracać. Zresztą, Żyto to taki raper u którego nawet słabości techniczne stają się zaletami. Brudne i nieczyste flow w połączeniu z ostrym i agresywnym beatem przemyca masę emocji, dodając do tego brudne opowieści i historie o relacjach z kobietami oraz ostre jak brzytwa metafory, mamy rapera z intrygującym stylem. „Wiry” to album na którym z każdym odsłuchem odkrywamy coś nowego. Być może to aktor jednej roli, którego wrogiem może być zbyt klarowna stylistyka. Lecz w tej jednej roli odnajduje się znakomicie. Konkretny materiał okraszony świetnymi beatami, udanymi popisami gości i co najważniejsze wyjątkowym, autentycznym klimatem. Chaos kontrolowany który pojawia się w pewnych momentach nie grozi rutyną. Nieład na okładce, nieład w rapie, ale w tym wszystkim jest metoda.
Żyto z pewnością nie jest raperem kompletnym o ile ktoś taki w ogóle istnieje. Wracając do początku recenzji. „Wiry” to dobry przykład, że raper mimo słabszych stron ale z intrygującą stylistką potrafi wciągnąć w swój świat. Można się przyczepić od niedoskonałości w technice, słabszych refrenów, topornych przyspieszeń, flow które czasami traci na czystości ale w tych brudnych wersach jest rap z klimatem. Z miasta znanego głównie z kultu religijnego raper z świętością nie mający zbyt wiele wspólnego wchodzi do mainstreamu w dobrym stylu i jest na dobrej drodze by powtórzyć sukces kolegi z wytwórni z poprzedniego roku.



Ocena: 7/10
krzywa kroopa 

 

czwartek, 12 czerwca 2014

Subiektywne urodziny Prosto #2

Zapewne każdy zauważył że w tym roku przypada 15-lecie istnienia warszawskiej wytwórni- Prosto Label. Życzenia urodzinowe od Krzywej kroopy już były więc nie ma sensu się powtarzać. Tym razem przedstawię osobisty bilans tejże wytwórni.

Ulubiony album Prosto- WWO- Witam was w rzeczywistości. Szczyt możliwości grupy, przynajmniej w moim odczuciu, a zarazem jeden z ostatnich momentów współpracy Sokoła z Jędkerem. Album na którym palmę pierwszeństwa przejął Nocny Narrator pokazując kto w WWO wybija się przed szereg. Świetne beaty od Magiery, L.A., Shuko bądź Deszczu Strugi, trafne featy od Małolata, Firmy, Pono lub Jurasa. Uliczny realizm plus deklaracja drogi do celu. Klasyk przez duże „K”. 


Najważniejszy album- Sokół & Marysia Starosta- Czysta Brudna Prawda. Moment przełomowy dla samego Sokoła jak i dla całej wytwórni. Po odejściu od TPWC Sokół poszedł krok dalej dostawiając do swojego wyrazistego stylu kobiecy wokal. Efektem tej koncepcji to klasyk i płyta dekady. 
 

Najciekawszy teledysk- WWO- Sen. Polski hip-hop trochę czekał na to by dostać się do stacji muzycznych. Może nie trwało to wieczność i postacie które budowały scenę od podstaw zdążyły się załapać ze swoimi klipami na pierwszy czas emisji rapu w polskich stacjach muzycznych. Że Prosto zawsze przodowało w dobrych klipach wiadomo nie od dziś. Nie raz wyprzedzali konkurencje choć to akurat sztuką nie było. Szare blokowiska, zakapturzone typki, gdzieś w bramie na siłę pozorujący swych idoli zza wielkiej wody. Słabo było z klipami rodzimego rapu przez długie lata. Obecnie kanał Prosto Label bije rekordy popularności na YouTube a obrazy do kawałków „Egzotyczna przygoda”, „W sieci” lub „Alter ego” przekroczyły po kilka milionów wyświetleń. Czarno- biały obraz, z drugiej strony tak daleki od rapowych klipów. Choć powstał ponad 10lat temu wciąż wygląda bardzo świeżo. Zaskakujące przyspieszenia, dojazdy i odjazdy kamery, ciekawie prowadzona akcja. Jak sam kawałek jest klimatycznie i oryginalnie. Autorami klipu byli: Kuba Lubiniewski oraz Wojciech Zieliński. Ich świetna praca doczekała się YACHA 2004 za najlepsze zdjęcia. PS: warto oglądnąć klip, Sokół w wersji soft, w ulicznym stylu wierzchnim. 


Moment przełomowy dla labelu- Kontrakt z VNM. Bardzo subiektywny wybór. No dobra, wszystko tutaj jest subiektywne, na tym polega między innymi prowadzenie bloga. „V” na nielegalu osiągnął dużo. Dla wielu stał się twarzą polskiego undergroundu. Dołączenie członka 834 do składu warszawskiej wytwórni wywołało niemałe emocje. Pewny siebie raper z Elbląga swoją stalówką nie pasował do Prosto. Uliczny styl wytwórni, gdzie tu miejsce dla takiego oryginału? Błąd. Po 3 latach od debiutu można stwierdzić, że był to jeden z najlepszych ruchów Sokoła w 15-leciu istnienia labelu. „Za parę lat w Polsce te flow nie będzie kojarzyło sie z mainstreem'em im. Zostawiam po sobie łez padół wielu raperów. Chcesz zobaczyć jak słone są? to zejdź na dół. Biorę fejm, ej, jadę synu do miej lej. W studiu robię flame I czekam synu na pay day tak, Prosto Label, lamy tu mówią mayday. Bo mam promocje, a wiedza ile zrobiłem bez niej już czas odliczać, moja kariera to bomba z zegarem, który zaraz przestaje tykać i czuje zapach victorii”- te wersy stały się ciałem...


Najciekawsza współpraca- Los Sicarios feat. Sokol, Palacio– Checkeando. Prosto kilkakrotnie zaskoczyło ciekawymi współpracami. Był numer na beatcie od DJ Premiera, była świetna współpraca z Francuzami z Soundkail lub Słowakami z Kontrafakt, a także dziesiątki ciekawych kawałków z krajowymi artystami jak chociażby świetna produkcja od grupy OXY.GEN a wkrótce Rozbójnik Alibaba wyda jeden z bardziej oryginalnych materiałów na polskiej scenie. Jednak połączenie rapu Sokoła z kubańskim stylem zamiast zderzenia kultur wskazało na wspólne sedno obu stylistyk. 


Największe zaskoczenie- Potwierdzone info. Wspólna płyta Tede`go i Diox`a przypadła na rok „duetów”. Niemal wszystkie wypadły blado i ciężko do nich wracać. Kolega z HiFi Bandy – Hades nagrał przyzwoity ale nie powalający HAOS z O.S.T.R., natomiast Diox wspólnie z dobrym ziomkiem- TDF`em nagrał krążek na luzie. Co prawda ich krążek nie przewrócił do góry nogami całej sceny ale stanowił przyjemny moment w 2013 roku. Wydanie tego krążka w Prosto Label było pewnym zaskoczeniem. Dlaczego nie Wielkie Joł? Prosto, Przypadek? Nie sądzę. 
 

Ulubiony kawałek- WWO feat. Orion, Kontrafakt, Włodi, Soundkail - I tak to osiągnę. Kawałek stary i po paru latach do zweryfikowania. Być może nie wszyscy dotarli do wyznaczonego wówczas celu i miejsca. Zwrotka Włodiego to już spełniona przepowiednia podobnie jak u Sokoła. Kilu MC i każdy wyczuł klimat kawałka, nawet po latach ma to swój smak. 
 

Banger nr 1- Zipera- Bez ciśnień. Co prawda skład wytwórni nie jest bogaty w raperów serwujących grube bangery ale jednak kilka kawałków wkręciło się na długo. Klimatyczny teledysk, kręcące się półnagie panny, wakacyjna zajawka, w powietrzu dziedzictwo dzikich pól, nawijki na luzie. Kawałek z całą swoją otoczką w stylu bogatego entourage rapu końca lat 90-tych w USA, a jednocześnie polski klimat. 
 

Ulubiony producent Prosto- Czarny HiFi. Przez długi czas to dźwięki o DJ Deszczu Strugi były tymi których wyszukiwałem w produkcjach Prosto. Twórczość HiFi Bandy nie jest w moim klimacie ale odnosi się to jedynie do rapu Dioxa i Hadesa. Produkcje od Czarnego to spadkobierstwo trueschoolowej epopei. Sample świetnie wyselekcjonowane, umiejętnie prowadzenie melodii, wykorzystywanie basu. Jeden z tych producentów którego instrumentalne są nieraz ciekawsze od samych kawałków 

 
Ulubiona zwrotka- WWO – Mogę wszystko. Prawdziwy majstersztyk w rapie. Klimatyczny beat, teledysk zapadający w pamięci i dojrzały tekst. W szczególności pierwsza zwrotka wywołuje emocje: „Mogę przeżyć życie, będąc na jego szczycie. Dostawać śniadania do łóżka i całusa w policzek. Mogę mieć piękną kobietę, co prasuje mi koszule. I cudowne dzieci, które wożę do szkoły Cayenne. Mogę mieć świat u stóp, ja nie przypuszczam - ja to wiem. Mogę mieć takie życie, jaki inni mają sen. Mogę pojechać hen i właśnie tam znaleźć szczęście. Mogę być szczęśliwy tu, mając proste zajęcie. Mogę zostać prezydentem i mieć własne wojsko. Mogę kochać tak mocno, że wszystko inne to nic. Bo po co śnić? Mogę robić to, zamiast tylko marzyć i gnić. Pośród pustych twarzy, przeczekując życie. Przekreślając lepsze czasy, mogę do przodu iść. Olewając drogowskazy, wszystko może się zdarzyć. Mogę przemierzać planetę, nie chcąc żadnych bagaży. Mogę mieć to, co chce, pierdoląc cały materializm. Mogę pomóc bliskim i nigdy ich nie zawieść. Mogę zdobyć fortunę i komuś ją zostawić. Patrzeć z tarasu na morze, z modelkami się bawić. Mogę być tam gdzie ty, do końca naszych dni. Mogę być kimś, będąc jednocześnie sobą. Albo pić od rana Wyborową, bić matkę. Mieć jako dom klatkę schodową. Mogę skończyć się i nie jestem zdziwiony. Mogę wszystko, to ma dwie strony”. Nie ma tu popisów technicznych, przyspieszeń, wszechobecnych dziś hashtagów, wszelkich zabaw językowych, jest za to bagaż emocji i powiewy ekshibicjonizmu. Być wyliczanka w pewnym momencie dla niektórych staję męcząca jednak nie ma rapu bez emocji... 
 

Ulubiony beat z płyt Prosto- VNM- Dym, produkcja So`Drumatic. Nieziemsko klimatyczny beat w połączeniu z kobiecym głosem Marysi odciąga uwagę od gospodarza kawałka czyli członka 834. Wprawdzie kilka innych produkcji od So`Drumatic po pierwszym odsłuchu wywierało większe wrażenie. Beat z „Dymu”hipnotyzuje na tyle, że za każdym razem brzmi świeżo. Nic tylko czekać do album producenckiego So`Drumatic dla Prosto!


Najciekawsza okładka – Sokół & Marysia Starosta- Czarna Biała Magia. Autorem popularnego „oczojeba” jest zacna osoba o pseudonimie Wal&Gura. Prostota wybijająca się z gamy stricte hip-hopowych frontów CD.

MVP- Sokół. Wybór banalny jak scenariusz w Dlaczego ja?. Ulubiony polski raper w prywatnym rankingu. O tym jakim raperem jest Sokół nie ma sensu pisać bo już zbyt wiele o tym napisano. Jedynie dodam, że z grona przeciętnych, wtórnych i podrobionych MC- Sokół zawsze wybijał się trafnymi spostrzeżeniami, prostym ale dogłębnym podejściem do danego tematu, głodem do pokonywania barier w muzyce oraz podnoszeniem jakości w wszelkich aspektach. Bo i w sprawach jakości w wydaniu CD i odzieży wytwórnia ta zawsze wyprzedzała konkurencję. 
 

Najlepszy rok – 2011. W tym roku Prosto wydaje pierwszy wspólny album duetu Sokół & Marysia Starosta- Czysta Brudna Prawda. Po ponad 2 latach krążek zyskuje status platynowej płyty. Nie od razu jednak było tak różowo. Fani Sokoła byli w skrajnych emocjach na wieść o takiej współpracy. Być może się mylę ale była to pierwsza platyna dla Prosto. Tego samego roku wychodzą kolejne krążki które namieszały na scenie: debiut VNM-a, również debiutancki Brahu, drugi krążek duetu Pokój z Widokiem na Wojnę. 
 

Rozczarowanie- Nie będę wybielał rzeczywistości. Przez te lata działalności musiały się przydarzyć trudniejsze momenty i niepowodzenia. Jak przyznał Sokół, Prosto nieraz było bliskie bankructwa. Przy obecnej pozycji trudno w to uwierzyć. Na płaszczyźnie muzycznej także słabsze chwile dopadały tą wytwórnie. Nie wszyscy raperzy Prosto powalają na kolana, nie sprawdzam wszystkich płyt jakie wydają, jednak w kolekcji CD, Prosto jest jednym z liderów w osobistej kolekcji. Za największe rozczarowanie uznaje postawę byłego członka WWO i ZIP Składu a więc- Jędkera Co prawda sama wytwórnia nie popchnęła realisty do statusu monopolisty ale współautor „Na melanżu” jest kojarzony z Prosto i jego działalność nie wątpliwiej chluby Prosto nie przynosi. Za rozczarowanie w kategorii CD uznaje całkiem świeże dzieło grupy RH- - Karty sim. 
 

Odkrycie- Kękę. W niektórych komentarzach na YouTube Sokół był nazywany mianem polskiego Dr. Dre. VNM, KaeN, a wkrótce Żyto. Kilka nowych twarz w rapie wyszło od Prosto. Reprezentant Radomia to akurat został odkryty a raczej wprowadzony na szersze wody przez Młode Wilki Popkillera. Jedna zwrotka i #hurrwa poszło. Charyzmatyczny, oryginalny a jednocześnie swojski. Obok VNM-a najbardziej wyrazisty typ którego Prosto wprowadziło na główną scenę. Ale to jednak radomska Iskra stała się dla mnie najciekawszy odkryciem jakie wyszło z wytwórni Sokoła i w ostatnich latach na polskiej scenie. 
 

 Sokół wygrany w prywatnych Fryderykach. Minęło 15-lat, cała wytwórnia jest wygrana. Życzenia już był więc może jedno oczekiwanie na koniec. Oby Prosto Label zaskoczyło jeszcze całą scenę łącznie z najbardziej gorliwymi haterami. 




Krzywa kroopa
Pozdrawiam 

czwartek, 22 maja 2014

Subiektywne obchody urodzin Prosto

Prosto Lebel- dziś jedna z największych wytwórni w Polsce. Potęga na scenie, zacne grono raperów, najchętniej oglądany kanał YouTube w Polsce. Z okazji 15-tych urodzin ekipa Prosto Lebel przygotowało dla słuchaczy kompilację z numerami które do tej pory wyszły na płytach tej wytwórni. Jak podaje nam komunikat prasowy: „Płyta zawiera 15 wyselekcjonowanych nagrań z dorobku wytwórni. Album ukaże się w limitowanym nakładzie, a jego oryginalne i wysmakowane opakowanie będzie prawdziwą gratką dla koneserów polskiego rapu i sympatyków Prosto.” Tracklista wzbudziła niemałe emocje wśród odbiorców. Powstały alternatywne wersję zawartości urodzinowego krążka. Przez lata działalności Prosto kilkakrotnie ewoluowało w swym „repertuarowy” targecie. Ciężko zawrzeć na 15 numerach wszystkie single i kawałki które obeszły się głębokich echem. Sam widziałbym inaczej urodzinową kompilację Prosto Lebel. A moja propozycja to:

  1. Zipera- Patriota.
  2. WWO – Mogę wszystko
  3. Jurar/Wigor- Zabijamy ciszę
  4. Kękę- Iskra
  5. Pono feat. Koras- Nieśmiertelna nawijka Zipskładowa
  6. Małolat &Ajron feat. Włodi- Przestępcze myśli
  7. VNM- To mój czas
  8. Sokół, Jędker, Bilon, Wilku, Fu, Koras, Pono, Małolat – Prosto
  9. Felipe, VNM, Jędker, Pezet, Sokół, Brahu, Numer Raz, Eldo - I żeby było normalnie
  10. Czarny HIFI feat. Pezet – Niedopowiedzenia
  11. Sokół & Marysia Starosta- Zepsute miasto
  12. Hemp Gru - To jest to
  13. Sokół feat. Pono - Poczekalnia dusz
  14. Pokój Z Widokiem Na Wojnę - Moja pierwsza dziewczyna
  15. Potwierdzone Info- Nowy rok

Wybór ciężki. Chciałoby się dać co najmniej dwukrotnie więcej numerów. Patriota Zipery absolutny TOP3 kawałków patriotycznych w polskim rapie. WWO- Mogę wszystko ze świetną produkcją i zwrotkami Sokoła oraz jednym lepszych klipów XXI weku na naszej scenie. Wybranie jednego numeru od WWO było na trudniejszym wyzwaniem przy tej trackliście. Damy radę, I tak to osiągnę, Nie bój się zmiany na lepsze, Życie depcze wyobraźnie, czy też Sen z moim ulubionym klipem w polskim rapie. Żywiołowe kolabo- Jurasa i Wigora. Kolejna dawka patriotyzmu od Kękę- jednego z lepszych debiutów ostatnich lat. Życiówka Małolata z doświadczonym Włodim która wciąż brzmi świeżo. Świeży VNM który na swoim debiutanckim legalu brzmiał bardzo przekonywająco i czuć było głód, a podśpiewania nie psociły swymi nieczystościami. Cypher w zacnym gronie na beatcie Deszczu Strugi i kolejny wspólny numer większej grupy- I żeby było normalnie który często śmigał w ramówkach muzycznych telewizji. Klimatyczne Niedopowiedzenia na których Pezet pokazał niezłą formę. Oldschoolowy numer od Hemp Gru który mimo upływu wielu lat wciąż przenosi na warszawskie blokowiska. Oczywiście nie mogłem sobie odpuścić Zepsutego miasta, bo gdy DJ Premier robi beat dla polskiego rapera taki kawałek na takiej kompilacji znaleźć się po prostu musi! Nostalgiczna Poczekalnia dusz i jakby szedł przez warszawską Pragę. Uliczne story duetu Pokój z Widokiem Na Wojnę z intrygującymi zwrotkami. I na koniec, wakacyjny banger, gruby jak wieprza hype po wydaniu Kurta Rolsona. Hype po Elliminati był wielki, wspólna płyta z Dioxem była pewnym zaskoczeniem, pozytywnym zaskoczeniem. Wybrać było ciężko, samych numerów Sokoła mógłbym umieści w liczbie dwucyfrowej.
Mam nadzieje, że to Prosto nie wyczerpało limitu na urodzinowe „niespodzianki” i mixtape z zaskakującymi współpracami bądź inne rocznicowe wydawnictwa nas zaskoczą. Osobiście życzę Prosto Lebel platynowych płyt, kolejnych dobrych wydawnictw, szacunku słuchaczy i by „haj się zgadzał”.
Recenzja urodzinowego wydawnictwa u Tazz`a


A oryginalna tracklista wygląda następująco:


1. Sokół, Jędker, Bilon, Wilku, Fu, Koras, Pono, Małolat - Prosto
2. Zipera feat. Dragon Davy, Toma - Bez ciśnień
3. KaeN - Alter ego
4. PMM - Poza horyzont
5. HIFI Banda - Puszer
6. Czarny HIFI feat. Pezet - Niedopowiedzenia
7. Solar/Białas - Spacer po linie
8. Sokół feat. Pono - Poczekalnia dusz
9. Pokój Z Widokiem Na Wojnę - Moja pierwsza dziewczyna
10. KęKę - Jeden kraj
11. Felipe, VNM, Jędker, Pezet, Sokół, Brahu, Numer Raz, Eldo - I żeby było normalnie
12. Sokół i Marysia Starosta - Czysta brudna prawda
13. Pono - Pierdolę to
14. VNM - Na weekend
15. WWO - Damy radę

Pozdrawiam 
Krzywa kroopa



czwartek, 13 lutego 2014

W prostocie siła.... czyli recenzja Kękę- Takie rzeczy


Co by nie mówić i pisać o obecnej sytuacji na rodzimej scenie- zadebiutować jest łatwiej niż wygrać polskiej kadrze mecz. Moda na rap wróciła a z nią przesyt dobrej ale i też złej, a nawet cholernie złej muzyki. Niby nic w tym nowego. Zawsze scena była zróżnicowana pod względem poziomu, ale w stawie reprezentantów różnych wytwórni brakowało tego jednego okazu co z niewiadomego powodu płynął by pod prąd i był złotą rybą w skórze karpia.
            Internet to cholerstwo. Co raz częściej łapię się na tym że słucham rzeczy słabych… bo trzeba sprawdzić by mieć zdanie, a że świeżych singli, mixtapeów i długogrających albumów wychodzi masę to ciężko ogarnąć wszystko. I choć nie raz wpadłem na ciekawe rzeczy to pewnie w większości przypadków słuchałem… tego samego. Wtórność boli, więc ¾ sceny jest cała w pręgach. Bohater dzisiejszej akcji zapewne swe blizny również posiada. Lecz są one owocem życiowych doświadczeń i konsekwencją obranej drogi niż waleniem głową w mur zwanym -oryginalność.
Na Kękę natchnąłem się przypadkowo. Chyba w połowie 2012 roku „Woogie Boogie” wkręciło grubą fazę. Co to za typ który z soczystym flow śmiga zręcznie i beat 2stego wycisnął do ostatniej sekundy? Reprezentant Radomia- scena ciekawa, choć stosunkowo mało popularna. Kot mający już swoje lata, bo już trzy dychy na karku spokojnie budujący swój fame bez parcia na mainstream swoimi trackami bez głośny featów nagle przykuwa uwagę. I co bym nie napisał, fenomen tego gościa  jest jak Juan Jose Cobo w 2011 roku na Vuelcie. Podziemne projekty zbyt wielu słuchaczy nie nabiły. Choć jak wrzucał Woogie Boogie składy się jarały to jednak poważnego zainteresowania ze strony możny rodzimej sceny nie osiągnął.
I może gdyby nie znalazł się w ekipie młodych wilków Popkillera czekał by dalej na swoją szansę lub roznosząc listy nagle uświadomił przegapioną szansę… Kękę jednak sroce z pod ogona jednak nie wypadł. Kontrakt z Prosto, a  wcześniej duże zainteresowanie starszymi kawałkami. Owoc świetnej zwrotki na młodych wilkach , gdzie to zdecydowanie wybił się na tle bardzo przeciętnej reszty. Nagle 30-latek, znany dotychczas przez skromną grupę słuchaczy stał się jednym z najbardziej jeśli nie najbardziej oczekiwanym debiutantem A.D. 2013. Reasumując: w „hurwę” to poszło!
Dla wielu Kękę będzie noskillsem, który jedynie pewnością dorównuje większości graczy z sceny. Dla wielu będzie to raper o technice na poziomie pierwszych nielegali ¾ kotów. W wywiadzie z Yetim, Pezet stwierdził w kwestii debiutów, że obecnie nie chodzi o skillsy. „Trzeba być jakimś”- mógłby powiedzieć Sokół. Radomianinowi oryginalności odmówić nie można. Specyfika warsztatu tego rapera raczej nie budzi zbyt wielu skojarzeń. Choć dykcja dla naszej, polskiej sceny nie jest dobrą stroną, a mr. slow flow to drugie imię   wielu polskich raperów. Bogactwo swych własnych słów jak chociażby kultowe już „hurrwa” dodaje smaczku. Przez co na pierwszy „rzut ucha” niczym nie wybijający się MC, mający już swe lata i staż w podziemiu staje się raperem wyjątkowym.
Przez ostatnie lata wyrobił się pewien model debiut-album. W tolerancji mniejszej lub większej i w różnych wariacjach debiut musi mieć coś zza wielkiej wody, gości jeszcze z czasów undergroundu i tych już z mainstreamu, teksty raczej posępne, bo smutek wrodzona naturą Polaków jest! Takie rzeczy na dzień dobry z okładki informują nas czym są tytułowe „rzeczy”. „Radom-muzyka-kobiety-wino” pewnie kolejność spartoliłem ale te cztery słowa są bliskie sercu 30-latka z Radomia. Album choć debiutancki to zawierający stare, najbardziej kojarzone numer- „Nie widziałaś”, „Jeden kraj”, „Iskra”. Prawdopodobnie pod względem odsłuchów na YouTubie najbardziej popularne poza wspominanym wcześniej Woogie Boogie. Numery dobre- ale po przesłuchaniu całego krążka można zauważyć, że powstały zdecydowanie najwcześniej z całego albumu.
Otwierające „Nigdy dość” na hipnotycznym beatcie od Zioła pokazuje całkiem spore liryczne możliwości Kękę: „Chwila gdy uderza bit i nagle myśli tak wiele/I wtedy muszę to pisać jakby Duch zstąpił na ziemię/Wtedy nie ma już pytań i wszystko jasne/Jakby Bóg sam powiedzieć chciał że wszystko dobrze. Będzie./ Moje wyznanie wiary moja modlitwa do nieba/Jak mam być szczerym to nagram, jak nieszczerym to jebać”, z deklaracją trudnej drogi w refrenie przypominam o statusie debiutanta. Trueschoolowe brzmienie, dojrzałem refleksje, bez pustych sloganów, męczących hashtagów. Nie inaczej jest w numerze „Zostaję” (czołowy singiel ubiegłego roku) z najlepszą na krążku produkcją od Czarnego HiFi przenoszący wprost na szare blokowiska. Lokalnym patriotyzm, Represent ala Kękę „stąd szczery rap… i konkret jestem”. Niezła nawijka, w przeciwieństwie do innych graczy na scenie reprezentant Radomia głośno mówi skąd jest , w dodatku z pełną dumą „Każdy zżyty z tym osiedlem, każdy kto jest stąd./ Nie na darmo nasze miasto ma w nazwie dom”.
Ogólnie rzecz biorąc, beaty na „Takich Rzeczach” to trafiony strzał. 2sty świetnie rozhulał dobrze znane „Nie widziałaś”. Męski szowinizm okraszony brudną barwą głosu szybko stał się grubym bangerem. Niby w tym nic odkrywczego, numeru o laskach i rwaniu w klubach  polski rap ma całkiem sporo, ale niewiele z nich jest w stanie na dłużej wkręci się playlistę.  A fraza „Na sikorki zawołanie 'Na-na-na-na'” stała się już wszechobecnym tagiem.
Na początku recenzji wspominałem o sednie krążka, a więc o „Takich rzeczach”. Dom, miłość do rodzimego miasta, Kękę od początku swej przygody z rapem jawnie propaguje swój patriotyzm. Na Młodych Wilkach byli „Niesprawiedliwi”. Na krążku mamy natomiast „Iskrę” oraz „Jeden kraj” (jednej z lepszych teledysków 2013 roku). Nie jest to skrajny przekaz jaki zaserwował nam Medium obecnie Tau. Wyzbyty populizmu tekst: „Oskarżenie o fanatyzm pustym śmiechem zbijam/żaden katolicki dżihad, chociaż wierzę w Boga” w Iskrze jak w i w Jednym kraju z nostalgią: „Zakopaną w lesie broń po dziadku znajdę przeczyszczę./Szukać wiem gdzie, czekam na iskrę” z daleka od pretensjonalnych sloganów jawnie deklaruje swój światopogląd.  Również w „Krucjacie” znajdziemy nawiązania do wcześniej poruszonej retoryki. Choć akurat w tym numerze pojechało mu się dużo bardziej skrajnie. Bezkompromisowo? Nawet jeśli tak to w naturze dobrego MC powinno być to częścią DNA.
Reszta krążka choć nieco nierówna i odstająca od czołowych kawałków niewybita się klimatem. „Takie rzeczy” brzmią bardzo spójnie. Daleko do klimatów innych czołowych albumów roku 2013, ale ale i tak płyta zjada wiele czołowych pozycji które ostatnio zostały wydane. „Wszystko pięknie” i „Dużo nie trzeba” chilloutowe brzmienie, wolno płynące, nieco więcej o samym Kę  w tych kawałach usłyszymy. Leniwe klimaty, opowieści bliskie niemal każdemu słuchaczowi polskiego rapu. W kawałku „Trasa” Kę mianuje się- Ryśkiem Riedlem rapu. Coś w tym jest. Kękę jest jaki jest, jak go widzimy i słyszmy, nikogo nie udaje, na pozoranta nie wyrasta, jest naturalność, pewność siebie. Może i trochę samego 2paca, którego Kę jest wielkim fanem. Lecz nie oznacza to zżynania w wersji full jak można zauważyć u co najmniej połowy mainstreamu.
Wracając do albumu, kilka numer brzmi jakby nie zostały do końca dopracowane.  Wcześniej wspominana „Trasa” trochę razi nieczystościami, sam numer jest luźnym trackiem i nie wybija się z całości. Osobistą spowiedź  w „Sama powiedź” gdzie znów dowiadujemy się czegoś więcej o Kękę. Tym razem o tym jak zabija czas, lecz jak 30-latek radzi sobie ze swym życiem. Szkoda tylko, że beat w tym kawałku usypia przez cały numer staje się bardzo męczący, a szkoda! Brudne, a wręcz łobuzerskie (choć nie znoszę tego słowa) „Z boku” mogło by kandydować do miana 3 minutowej charakterystyki stylówki Kę. Skoro Sokół jest nocnym narratorem, to reprezentant Radomia tym numerem zasługuje na miano „spojrzenia późnej pory”. Być może jest w tym wielka przesada, bo do Sokoła w budowaniu napięciu, barwnym opisywaniu szarej rzeczywistości brakuje mu bardzo wiele. Niemiej jednak, story-rap wychodzi mu bardzo ciekawie, a i klimat kawałka nie wiem dlaczego ale przypominam mi… JWP! Brudno i łobuzersko jest również w „Chwili”. I znów bezkompromisowo, na pierwszy odsłuch, mała „lekcja życia”, z kolejnymi już: „bra-ka-ka-ka” na ciekawym choć charakterystycznym dla 2stego beatcie potrafi stworzyć intrygujący klimat.
Co do całego krążka, hmm…. Jak na debiut jest dobrze, może bardzo dobrze. Jest nad czym pracować. Ale jest przede wszystkim pewna charyzma, która powinna być w każdym dobrym MC. Stylówka Kękę to przede wszystkim brudny wokal, charakterystyczne flow- nieco monotonne, pełne soczystych momentów, bezkompromisowe podejście do pewnych spraw, zapatrzenie do rapu wyjęte ze starej szkoły. Można by się przyczepić do małej ilości rymów oraz metafor. Choć na początku recenzji nieco pochwaliłem lirykę Kę. Dzięki Bogu, w warsztacie Radomianina nie ma wszechobecnych hashtagów, zbędnego pozerstwa, pustych wersów, niemrawych szesnastek czy też przerysowanej treści. W ubiegłym roku, znaczna część sceny próbowała kopiować trendy zza wielkiej wody. Kę, niekryjący sympatii do rapu Tupaca Shakura co najwyżej lekko inspirował się twórczości reprezentanta West Coastu.  Zamieszczenie na debiucie starych numerów dla niektórych może być błędem, dla innych plusem. Co ważne te kawałki nie obniżają poziomu choć w nowych trackach słychać progres. Jednak dlaczego zabrakło Woogie Boogie? Cholera i Kękę tylko wie. Brak gości pokazuje, że ma pomysł na budowanie kawałki i czuje się na tyle pewnie by nie wspierać się pomocnikami. Nierówny poziom produkcji na krążku jest słyszalnym faktem, byle na kolejnym albumie beaty były lepiej dobrane.
Co ważne, „Takie rzeczy” nie mają nadbudowanej koncepcji. W prostocie siła, ba nawet takie rapu obecnie najbardziej brakuje na naszej scenie. Reprezentant (tak ponownie to słowo) tłumu z którym można się zidentyfikować, którego refleksje i doświadczenia są nam bliskie kupił wielu słuchaczy. Być może obecny czas to dla Kękę najlepszy moment na debiut, być może gdyby nie Młode Wilki Popkillera nie było by tego debiutu. I taki krążek jak „Takie rzeczy” bliskie pewnemu 30-latkowi z Radomia nie wyszły by szersze wody… Rap gra straciła by ciekawe zawodnika, bo takiego rapu jak widać polscy słuchacze bardzo oczekują. Obok Wuzeta, a tuż za Rasmentalism debiutant roku. Top3, miejsce na podium, osobiście absolutne TOP10 roku. Naprawdę nieźle!

Ocena: 7,5/10